fbpx

Bez znaczenia

Nielekarz powstrzymał się przed ciężkim westchnięciem. Zamiast tego zapalił papierosa i spojrzał na piętrzące się przed nim dokumenty. To się nigdy nie skończy, pomyślał zrezygnowany.

Słyszałeś, że w świecie Alicji palenie wychodzi z mody? – spytał go Lis materializując się na blacie.

Nielekarz spojrzał na niego, po czym jednak westchnął ciężko. Nie przyniosło mu to żadnej ulgi, ale przynajmniej nie marnował energii na bezsensowne powstrzymywanie się przed tym. 

– Jeżeli ty tu jesteś i ja tu jestem, to kto pilnuje tej idiotki? – spytał niechętnie.

Lalka – odpowiedział Lis, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.

Mężczyzna spojrzał na niego obojętnym wzrokiem, zaciągnął się dymem, a potem westchnął jeszcze raz, ciężej, głośniej.

Masz minę, jakbym zostawił na jej straży małpę z bananem w ręku.

Wydaje ci się. – Zapewnił absolutnie nieszczerze.

Lis zamachał nerwowo kitą.

Uważasz, że sobie nie poradzi?

Nic takiego nie powiedziałem.

A pomyślałeś?

Moje myśli nie są tu tematem naszej rozmowy.

Już są, skoro o nich wspomniałem – warknął Lis.

Nielekarz pozwolił sobie na cień uśmiechu, nim odpowiedział:

– Czy to nie ty sam powiedziałeś mi ostatnio, że cieszysz się, że nie musisz siedzieć mi w głowie? Zaraz… Jak to ująłeś? A tak. Że moje myśli są bez jakiejkolwiek wartości.

Lis nie miał oczu, ale gdyby je miał, to w tym momencie na pewno by nimi przewrócił.

Podtrzymuję to. Twoje myśli nie mają żadnego znaczenia. Właściwie chciałoby się aż powiedzieć, że ty sam nie masz żadnego znaczenia, ale to nie prawda. Posiadasz określoną wartość.

Nielekarz pokiwał powoli głową, po czym spytał:

– Jaką?

Nie mam pojęcia, ale musisz jakąś mieć, bo inaczej Boży Intelekt nie marnowałaby na ciebie czasu.

No cóż. Przynajmniej byli ze sobą szczerzy.

Na chwilę zapadła cisza. Nielekarz dopalił papierosa, po czym spopielił ustnik impulsem czystej mocy. Spojrzał na Lisa, na leżące na blacie papiery, znów na Lisa. Pieprzyć to, pomyślał odchylając się lekko na zajmowanym fotelu.

– Co cię do mnie sprowadza?

Lis rozejrzał się po pomieszczeniu, jakby sam szukał powodu.

Chyba mam dosyć Alicji.

I dlatego przyszedłeś do mnie?

Wiem, jak to brzmi. Ludzie tutaj mają takie dziwne powiedzenie. Z deszczu pod rynnę, ale chyba jest mi już to obojętne. Wolę nawet twoje towarzystwo, od kolejnej chwili spędzonej z nią.

Czuję się zaszczycony. Co tym razem zrobiła?

Lis zastrzygł uszami mówiąc:

Z tego, co mi wiadomo, to nic. O dziwo w jej wypadku to też problem.

W jej wypadku wszystko jest problemem. – Zgodził się niechętnie Nielekarz. – Zawsze taka była. Myślałem, że lata spędzone w śmiertelnym ciele czegoś ją nauczą, ale… No cóż. Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego wybrała akurat ją?

Boży Intelekt? – spytał Lis po czym od razu odpowiedział. – W sumie to tak. Dość długo analizowałem tę kwestię z Lalką i doszliśmy do tego samego wniosku.

Nielekarz spojrzał na utkaną z dymu istotę z zaciekawieniem.

– I? Jaki to wniosek?

Że była do odżałowania.

Do odżałowania? Co przez to rozumiesz?

Dokładnie to, co słyszysz. Boży Intelekt wybrała ją, bo jeśli coś pójdzie nie tak, to nie będzie ubolewała nad jej stratą.

Mężczyzna skrzywił się lekko słysząc te słowa. Nie dlatego, że się z nimi nie zgadzał, ale właśnie dlatego, że myślał dokładnie to samo.

– Jeśli tak jest, to mam wrażenie, że tylko niepotrzebnie się narażamy. Jeśli to wszystko nie ma większego znaczenia…

Nim Nielekarz zdołał dokończyć, Lis wszedł mu w słowo oznajmiając kategorycznie:

Tego nie powiedziałem.

Czego? – Zdziwił się tamten.

Nie powiedziałem, że nasza mała farsa nie ma znaczenia. W końcu Boży Intelekt nigdy nie robi rzeczy, które nie mają znaczenia. Powiedziałem tylko, że jeśli przy okazji dusza Alicji zostanie całkowicie uśmiercona, to będzie to relatywnie niską ceną i nikt nie będzie po niej płakał.

No i o tym mówię. Jeśli i tak nie będzie jej szkoda, ale podczas próby chronienia jej coś stanie się ze mną i…

Wychodzi na to samo.

Nielekarz umilkł przyglądając się uważnie Lisowi. Już wiedział, że na pewno nie spodoba mu się to, co zaraz powie ten pieprzony drań.

– Słucham?

To bez większego znaczenia, bo zasadniczo po tobie też nikt nie będzie płakał.

Mężczyzna spojrzał wściekle na utkaną z dymu istotę, jednak nie odezwał się ani słowem. Nie miał do tego prawa. Lis nie kłamał.

Twoje milczenie jest dla mnie miłym zaskoczeniem. Spodziewałem się awantury.

Nielekarz milczał jeszcze przez chwilę, po czym westchnął ciężko przenosząc wzrok na blat biurka.

– Wszystko się zmieniło. Ze mną włącznie.

Jesteś tego aż tak pewien?

Czy sam właśnie nie powiedziałeś, że cię zaskoczyłem?

Jednorazowe zaskoczenie to jeszcze nie świadectwo trwałej zmiany.

Mężczyzna sięgnął po pierwszy lepszy dokument i szybko przesunął po nim wzrokiem. Pokręcił głową wyraźnie zmęczony całą tą rozmową.

– Spójrz na mnie i powiedz mi zupełnie szczerze, że nie widzisz zmian.

Patrzę na ciebie i zupełnie szczerzę mogę przysiąc, że nie widzę w tobie fundamentalnych zmian – odpowiedział Lis z pełną powagą.

Nielekarz odłożył dokument, potarł dłońmi twarz, po czym spojrzał na swoje ręce, jakby zobaczył je pierwszy raz w życiu.

– Co masz na myśli mówiąc o fundamentalnych zmianach?

Tylko tyle, że jesteś kimś innym, bo znalazłeś się w zupełnie innych okolicznościach, które wymusiły na tobie zmianę zachowania. Teraz ty powiedz mi zupełnie szczerze, że gdyby Boży Intelekt wróciła, a twoje zadanie dobiegło końca, gdyby wróciło to, co było, to ty nie stałbyś się tym samym sukinsynem, którym zawsze byłeś.

Nielekarz uśmiechnął się pod nosem kręcąc lekko głową.

– Oczywiście, że bym się stał. Może trochę mądrzejszym i rozważniejszym, ale…

Więc o tym mówię. Rdzeń twojej osobowości pozostał taki sam.

A ty? – spytał wyraźnie zirytowany. – A ty jak bardzo się zmieniłeś?

Niewiele. Nie tego ode mnie chciała.

Przecież… – Umilkł nagle, gdy dotarło do niego, że ta rozmowa nie ma większego znaczenia. – Jest jak jest. – Dodał po chwili niechętnie.

Faktycznie. Jest tak, jak jest. – Zgodził się Lis.

Mężczyzna myślał przez chwilę intensywnie nad tym wszystkim, o czym rozmawiali i w końcu z cieniem nadziei w głosie powiedział:

– Nie poświęciłaby nas tak łatwo. Ona nie jest kimś, kto tak robi.

Lis przekrzywił lekko łepek wyraźnie zafascynowany tym, co właśnie usłyszał.

Jesteś pewien, że mówisz o Bożym Intelekcie? – spytał z rozbawieniem.

Tym razem odpowiedział mu cichy, pełen rezygnacji jęk.

– Oczywiście, że nie, ale chcę wierzyć, że mimo wszystko jestem dla niej dość ważny, by… Sam nie wiem. Nie pozwoliła mi tak po prostu przestać istnieć.

Dla odmiany to Lis westchnął teraz ciężko mówiąc po chwili:

 W takim razie nie zmarnuj szansy, którą ci dała i dopilnuj, by wszystko poszło zgodnie z jej planem. To jedyne, co mogę ci poradzić.

Przytaknął odruchowo.

– Cały czas próbuję to robić, choć to wcale nie jest takie łatwe. Jedyne, co mnie w tym wszystkim pociesza, to fakt, że nie siedzę w tym gównie sam.

Lis zastrzygł uszami słuchając uważnie.

Mówisz o mnie?

O tobie, o Lalce. Jesteście w tym razem ze mną. Jeśli coś pójdzie nie tak, wy też przestaniecie tak po prostu istnieć.

Utkana z dymu istota myślała dość długo nad usłyszanymi słowami. Nielekarz czekał cierpliwie na to, co tym razem błyskotliwego mu odpowie, a z każdą kolejną sekunda nieprzyjemny uśmiech rozciągał się na jego ustach coraz szerzej. Wreszcie usłyszał:

Na to wygląda, prawda?

Roześmiał się donośnie, po czym oznajmił chłodno:

– Zatem wychodzi na to, że i wy w gruncie rzeczy nie macie żadnego znaczenia.

Lis zamachał nerwowo kitą, jednak nic już na to nie odpowiedział. Rozmył się bez słowa pozostawiając Nielekarza sam na sam z niekończącą się stertą papierów.

– Tobie też miłego dnia – powiedział zmęczonym tonem mężczyzna wracając do przerwanego mu wcześniej zajęcia.

Lis pojawił się u boku Lalki i spojrzał na czytającą książkę Alicję.

Zabawne, jak wiele dzieje się zupełnie poza jej świadomością…

Lalka jęknął przeciągle.

Udało ci się przesłać wiadomość?

Pozbawiona twarzy istota wzruszyła ramionami.

Nie. Nie zorientował się. Pochłonęła go nasza rozmowa.

Lis w odpowiedzi usłyszał cichy syk.

Rozmawialiśmy o tym, ile każde z nas jest warte i jak łatwo będzie nas złożyć w ofierze. Uświadomiłem mu, że nie jest wart więcej od naszej małej wiedźmy. On próbował udowodnić mi, że w oczach naszej mistrzyni my sami też nie jesteśmy warci zbyt wiele.

Pomruk, a potem przeciągłe warknięcie.

Nie wiem, jak doszedł do takiego wniosku, ale nie chciałem wyprowadzać go z błędu. Ostatnio i tak ma sporo na głowie. Po co miałbym dokładać mu jeszcze to? Niech uważa, co sobie tam chce. Jak długo to pozwoli mu efektywniej wywiązywać się ze swoich obowiązków, to proszę bardzo.

Lalka wzruszył ramionami.

Myślę, że mógł o tym nigdy nie słyszeć. Nie mieliśmy zwyczaju afiszowania się z tym. Myślę też, że on nie wie, na czym polega nasze zadanie, a już na pewno nie ma pojęcia, że nas nie da się całkowicie zniszczyć. Nie dopóki żyje Boży Intelekt.

Lis zamyślił się na chwilę słysząc cichy skowyt Lalki.

Myślę, że nie ma potrzeby informowania go o tym. Ani teraz, ani do samego końca. Realnie nie sądzę by mogło to cokolwiek zmienić, a już na pewno nie na lepsze. Robimy to, co do nas należy, on niech robi to, co należy do niego.

Lalka poruszył zakończoną szponami dłonią, na co utkana z dymu istota odpowiedziała:

Jeśli będziemy musieli. Na ten moment niech naszą słodką tajemnicą pozostanie, z kim pozostajemy w stałym kontakcie. W tym momencie liczy się tylko jedno: rozkazy Bożego Intelektu zostaną wypełnione. Nawet jeśli wszyscy zostaniemy przy tym złożeni w ofierze, niech i tak będzie. W końcu nawet to nie ma większego znaczenia, gdy w grę wchodzi jej zbudzenie.

Koszalin, 23.05.2022 r.