Musimy to przeczekać

Teksty opisujące Niebo zawsze zajmowały specjalne miejsce w mojej twórczości. Pewnie dlatego, że pojawiają się w nich moje najwcześniej wykreowane postacie, do których mam ogromny sentyment. Pewnie właśnie dlatego podjęłam się dokończenia czegoś, co powstało wystarczająco dawno temu, by pamiętało czasy przed uporządkowaniem praw obowiązujących w moim uniwersum. Nie ukrywam, że sporo trzeba było zmienić, by dopasować ten tekst do reszty mojej twórczości, a jednocześnie nie zabić jego pierwotnego stylu. 

Od Autorki

Jest takie miejsce, jedyne w swoim rodzaju, gdzie zawsze świeci słońce, niebo jest błękitne, a trawa zielona. Tam nikt nie jest sam, nikt się niczego nie boi, nikt nigdy nie cierpi. To wyjątkowe miejsce, pełne miłości, zrozumienia, dobroci, harmonii, równowagi, szczęścia  i sprawiedliwości… i na pewno nie jest w Niebie. 

To był piękny dzień. Promienie słońca przyjemnie ogrzewały mu twarz, a lekki powiew wiatru delikatnie bawił się jasnymi włosami, muskał jego porcelanową skórę i uciekał spłoszony własną śmiałością. Zapach kwiatów oszałamiał, a śpiew kolorowych ptaków radośnie przeskakujących z gałęzi na gałąź pieścił uszy. Kolory tak delikatne, tak pastelowe i ciepłe, były niczym w porównaniu do jego błękitnych oczu spoglądających gdzieś daleko, gdzie nikt inny swoim wzrokiem dotrzeć nie miał prawa.

Usiadł pod rozłożystym drzewem otaczając pień z dwóch stron swoimi srebrzystobiałymi skrzydłami. Odchylił lekko głowę do tyłu, podciągnął prawą nogę, lewą wyprostował by lepiej poczuć delikatny chłód ziemi. Prawa ręka przeczesawszy miodowe włosy opadła na kolano i zawisła na nim bezwładnie. Lewą szukał czegoś w niewidocznej do tej pory kieszeni białego stroju. Jego różowe usta ledwie się poruszały, gdy ściszonym głosem, tak melodyjnym i kojącym głosem, szeptał sam do siebie w skupieniu słowa, których nikt nie mógł zrozumieć. Te cudowne usta stworzone były do modlitwy. On cały stworzony był, by wielbić, by kochać, by służyć, jak na Anioła przystało.

– ..i się kurwa doigrali. – warknął Anioł wyjmując rękę z kieszeni. – Niech sobie sami tam zapierdalają bez przerwy, zobaczymy ile palanty wytrzymają.

– Aniele Porządkowy! – zza zakrętu wyłonił się inny Anioł, młodszy od pierwszego, pełen dziecięcej ufności i naiwności. – Wszyscy cię szukają.

– Won mi stąd dzieciaku i powiedz tym pomyłkom, że tam nie wracam! – wrzasną w odpowiedzi.

– Ale nie możesz tak po prostu zostawić tych biednych, umęczonych dusz, żeby czekały w nieskończoność… – młodszy Anioł spojrzał błagalnie na swojego rozmówcę, zielone oczy zaszły łzami. – Te biedne dusze…

– Biedne dusze… Ty nie wiesz, o czym pierdolisz… Biedne dusze mogą mnie w dupę pocałować – warknął sam do siebie, po czym głośniej dodał. – A czemu niby nie? To jest Niebo. Nie umrą drugi raz. Mogę czekać, nie zaszkodzi im to ani trochę.

– Ale Rada Starszych…

– Powiedz im, że odchodzę! – wrzasnął na całe gardło. 

Cisza. Zapadła idealna cisza. Ptaki umilkły, wiatr przestał wiać, trawa delikatnie szeleścić. Nawet woda w pobliskim strumieniu zdała się nagle cichsza, jakby zaniemówiła słysząc słowa Anioła Porządkowego. 

– Nie możesz odejść – szepnął młody Anioł cicho, gdy tylko minął pierwszy szok. – Bez ciebie Niebo nie da sobie rady. Przecież jesteś tu od początku i miałeś być do końca. Przecież nikt nie jest w stanie cię zastąpić. Radzisz sobie z rzeczami, z którymi nikt inny nie byłby w stanie się uporać. Niebo bez ciebie?

Anioł Porządkowy wysłuchał tej ckliwej przemowy z doskonale obojętną miną i z taką samą odpowiedział spokojnie:

– Ojej. Prawie się wzruszyłem. Prawie też zapomniałem, że jedyne, co słyszę każdego dnia, to nieustającą krytykę mojej osoby. Skoro nic nie umiem zrobić dobrze, to pora najwyższa, bym odszedł i pozwolił się zastąpić komuś, kto wie, co robi i robi to lepiej ode mnie. Nie powinno być trudno. Rada na pewno szybko wyznaczy kogoś na moje miejsce.

– Ale…

– Przekaż Radzie, że dopóki nie spełnią mojej prośby, nie chce ich nawet na oczy widzieć. Żegnam.

Anioł Porządkowy wstał z ziemi, otrzepał swoje białe szaty i zamaszystym krokiem obszedł drzewo znikając za nim. Młody Anioł próbował go powstrzymać, jednak nie dał rady. Anioł Porządkowy zniknął. 

Wszyscy zebrani siedzieli przy sterylnie białym stole, w sterylnie białym pomieszczeniu i starali się przekrzyczeć dzikie wrzaski dobiegające z głównego holu Nieba. 

– Nie mógł tak sobie po prostu odejść! – obruszył się młody mężczyzna w okularach. – Tak się po prostu nie robi!

– Musimy jakoś rozwiązać tę niedogodność – stwierdził cicho przyjaźnie wyglądający staruszek, po czym zwrócił się w stronę reszty członków Rady Starszych Pierwszego Poziomu Nieba. – Spokojnie przeanalizujmy całą sytuację od nowa.

– Nie ma na to czasu – powiedziała cichło młoda dziewczyna nerwowo zaciskając dłonie, by ukryć ich drżenie. – Musimy się tym zająć, nim o naszych kłopotach dowiedzą się wyższe poziomy.

– Jeśli to dotrze na samą górę, będziemy mieć poważne kłopoty – powiedziała surowo wyglądająca kobieta, po czym dodała krzywiąc się wyraźnie – Znowu.

– Ale co zrobić? – spytał młody chłopach siedzący na końcu stołu. – Jak się z tym mamy niby uporać? Sami nie damy sobie rady, nie wyśledzimy go w żaden sposób. Jest Aniołem. W hierarchii jest ponad nami. Nie możemy go do niczego zmusić, ani niczego mu narzucić.

– W tym wypadku, jak widać, jednak musimy – warknął mężczyzna w okularach.

– Ale jak?! Postawiliśmy w stan gotowości wszystkich naszych ludzi! Wszyscy próbują ten chaos opanować, a słyszycie co się dzieje za drzwiami!

Jakby na potwierdzenie jego słów, coś głośno uderzyło o sterylnie białe drzwi, a po chwili rozległ się dziki wrzask i tuż po nim kolejny.

– Bez pomocy z wyższych poziomów nie damy sobie rady. – Przyznała niechętnie surowowyglądająca kobieta. – Albo on wróci, albo muszą nam tu przysłać kogoś innego. Jak on nad tym wszystkim panował?

– Jak tak dalej pójdzie, to zaraz zjawi się ONA… – szepnął z trwogą mężczyzna w okularach i wszyscy zamarli.

– Nie można do tego dopuścić. — stwierdził drżącym głosem przyjaźnie wyglądający staruszek. –  Jeśli ONA tu przybędzie, to te wszystkie biedne dusze…

– Podoba mi się, jak mocno akcentujecie to słowo – powiedział nagle ktoś z rozbawieniem.

Zamarli. Wszyscy jednocześnie zamarli natychmiast rozpoznając ten melodyjny głos. 

Stała w kącie sali opierając się niby nigdy nic plecami o ścianę. Paliła obojętnie papierosa uważnie przyglądając się przerażonym członkom Rady. Jej długie, czarne włosy spływały po ramionach aż do pasa niemal zlewając się z czarnym, skórzanym płaszczem wykończonym ciężkimi, metalowymi klamrami. Stalowe oczy mierzyły ich martwym spojrzeniem, usta wykrzywił upiorny uśmiech. 

– Witam – powiedziała cicho, lecz mimo potężnego hałasu dobiegającego z holu, wszyscy doskonale ją zrozumieli. – Jak sami widzicie, owa ONA już tu jest.

– O mój Boże… – szepnęła surowo wyglądająca kobieta.

– Gdyby Bóg chciał z wami jeszcze rozmawiać, mnie by tu teraz nie było.

Kobieta zaciągnęła się dymem, po czym spokojnie wypuściła go nosem. 

– Boży Intelekcie! Niepotrzebnie się do nas fatygowałaś… — Zaczął mówić mężczyzna w okularach nerwowo się przy tym uśmiechając. – Zaraz się ze wszystkim uporamy. Nie ma potrzeby tak od razu…

– Tak? – spytała kobieta zaciągając się papierosem. – I macie wszystko pod zupełną kontrolą, jak zawsze?

– Tak. –  potwierdził mężczyzna w okularach.

– Tym razem damy sobie radę – powiedziała surowo wyglądająca kobieta.

– Ostatnio też tak mówiliście i się to pożarem parku skończyło. – Kobieta znów się zaciągnęła, po czym zgasiła papierosa na ścianie.

– Tym razem tak nie będzie. – Zapewnił mężczyzna w okularach.

Zapadła krępująca cisza, w trakcie której wszyscy mierzyli się wymownie wzrokiem. Atmosfera z każdą chwilą stawała się coraz trudniejsza do zniesienia, aż w końcu jeden z członków Rady nie wytrzymał. 

– Zajmij się tym proszę po prostu Boży Intelekcie i skończmy tę farsę. Ani my sobie z tym nie damy rady, ani ty nie będziesz chciała marnować tu tygodnia – westchnął chłopak siedzący na końcu stołu.

– Słucham?! — syknął mężczyzna w okularach. — To nasz poziom i sami będziemy nad nim sprawować kontrolę.

– Może właśnie to jest sedno problemu? – spytała uprzejmie Boży Intelekt. – Wy nie macie  tego kontrolować. Nie macie rządzić niepodzielnie całym poziomem, tylko sprawować nad nim pieczę. Dbać o Ludzkie Dusze, które do niego docierają, opiekować się nimi, wskazać im drogę, pomóc w oczyszczeniu… Coś zaczyna świtać? Cokolwiek?

– Tak. – odpowiedział ostrożnie mężczyzna w okularach. – Oczywiście. To był niefortunny dobór słów.

Boży Intelekt przyjrzała mu się uważnie, po czym westchnęła ciężko. 

– Jak tak na was patrzę, to się zastanawiam, po co się w ogóle wysilam z wracaniem z urlopu. 

– Bo ci Boża Miłość kazał? – spytała zirytowana, surowowyglądająca kobieta.

– Właściwie to masz rację – odpowiedziała Boży Intelekt, po czym odwróciła się na pięcie i wyszła z pomieszczenia.

Była wysoka. Wysoka nawet, jak na standardy Nieba. Ubrana cała na czarno zdawała się odcinać od otaczającej ją bieli, w jakiś niewyjaśniony sposób nad nią górować. Gdy tylko drzwi Sali Obrad otworzyły, gdy tylko weszła do wypełnionego dzikimi wrzaskami holu Pierwszego Poziomu Nieba, stał się prawdziwy cud – nastała wreszcie cisza. 

– Tego jej zazdroszczę – mruknął mężczyzna w okularach. – Wystarczy, że się gdzieś pojawi i wszyscy od razu siedzą zastraszeni.

– Myślę, że dużo daje tu jej uniform. — szepnął ktoś w odpowiedzi.

– To Boży Wysłannik z Najwyższego Poziomu Nieba. To dużo daje i fakt, że jej się wydaje, że jej wszystko wolno — syknęła surowo wyglądająca kobieta.

– A tak nie jest? Nie przypominam sobie, żeby ktoś był w stanie jej czegokolwiek zabronić – stwierdził mężczyzna w okularach. – Zresztą to nie ma teraz znaczenia. Najważniejsze, że posprząta ten burdel. 

Drzwi do sali zatrzasnęły się z głośnym hukiem ukrywając przed wzrokiem członków Rady zdewastowany hol. Wszyscy odetchnęli z ulgą, jakby z ich ramion został zdjęty największy ciężar, jaki do tej pory nosili na swych barkach.

Tłumy ludzkich dusz zamarł w groteskowych pozach przyglądając się przerażającej kobiecie z zaciekawieniem i nutą obawy. Boży Intelekt podeszłą do biurka, przy którym powinien siedzieć właśnie Anioł Porządkowy Pierwszego Poziomu Nieba. Nie było go tam. Cień uśmiechu pojawił się na jej ustach. Podeszła powoli do biurka, położyła na nim plik dokumentów, których na pewno jeszcze chwilę temu nie miała w rękach, po czym spojrzała w oczy młodego Anioła stojącego nieopodal.  

– Boży Intelekcie. – Powitał ją pełnym szacunku skinieniem głowy.

– Aniele – odpowiedziała kłaniając mu się.

– Dziękuję, że przybyłaś nam pomóc w tej…

– Przyszłam tylko zdać dokumenty – odpowiedziała z rozbawieniem, po czym zupełnie nieszczerze dodała – Przykro mi. Jestem na urlopie.

Pokłoniła się raz jeszcze i nim zdołał powiedzieć choćby słowo, zniknęła opuszczając Niebo. Dzikie wrzaski rozgorzały na nowo. 

Anioł Porządkowy upił łyk świeżo wyciśniętego soku, po czym westchnął z ulgą. Nareszcie cisza, nareszcie spokój. Wyciągnął się wygodniej na stojącym na zielonej trawie leżaku, spojrzał prosto w nieruchome słońce ogrzewające go przyjemnie, po czym z uśmiechem na ustach stwierdził:

– Uwielbiam to miejsce.

– Ja też – odpowiedział mu Boża Miłość, najwyższy rangą Anioł w Niebie. – Cisza, spokój i brak niekończących się spraw wymagających natychmiastowego załatwienia.

Gdy tylko skończył mówić, wyczuł, jak powietrze tuż obok zafalowało, a rzeczywistość została rozerwana umożliwiając pojawienie się w tej oazie spokoju Bożego Intelektu. 

– Widzę, że wypoczywacie – powiedziała kobieta

Nie zwlekając ani chwili, zajęła trzeci leżak układając się na nim wygodnie. Zniknął jej uniform zastąpiony zwykłymi, prostymi spodniami i białym podkoszulkiem. Ciało też uległo zmianie. Zniknęły piersi,  włosy stały się prostsze, rysy twarzy ostrzejsze, sylwetka bardziej postawna. Na leżaku nie siedziała już kobieta, a wyglądający wyjątkowo podobnie mężczyzna. 

– Oznajmiam, że oficjalnie mój urlop dalej trwa.

– Gówno mnie to obchodzi, Al – odpowiedział uprzejmie Anioł Porządkowy. – Raporty oddałeś?

– Są na biurku.

– I tyle mi wystarczy – stwierdził z szerokim uśmiechem.

– Jak na Pierwszym Poziomie? – spytał Boża Miłość wiedząc, że nie powinien tego robić.

– Burdel, jak zawsze – odpowiedział Al zapalając papierosa.

– Czyli wszystko w normie – stwierdził Boża Miłość przymykając z cichym westchnieniem czystej radości oczy.

Nie zamierzał się tym teraz martwić. Nieważne, jak bardzo by chciał, sprawa mu nie ucieknie i będzie na niego cierpliwie czekać. Nie pierwszy raz, pomyślał niechętnie, a potem wyrzucił problemy Nieba ze swojej głowy. W końcu to była chwila dla niego, prawda? Zamierzał się nią cieszyć do samego końca. 

Mężczyzna w okularach spojrzał z niepokojem na drzwi prowadzące do holu. Zza nich znów dobiegały wrzaski i odgłosy rzucanych przedmiotów. 

– Czy ona… – spytała niepewnie surowowyglądająca kobieta.

Wszyscy spojrzeli po sobie, po czym niechętnie przytaknęli. 

– Tak. Znowu to zrobiła – przytaknął siedzący na końcu stołu chłopak.

Mężczyzna w okularach jęknął ukrywając twarz w dłoniach. 

– Powinniśmy złożyć skargę – oznajmiła surowowyglądająca kobieta. – Do samego Bożej Miłości.

– Po co? – spytał mężczyzna w okularach. – Dam sobie rękę uciąć, że go nie ma nawet w Niebie.

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Że oni to robią celowo. Znikają zawsze w tym samym czasie. Ona bierze urlop, Boża Miłość ma rzekomo jakieś sprawy do załatwienia poza Niebem, a Anioł Porządkowy pod byle pretekstem robi awanturę i oznajmia, że znika, ponieważ nikt go tu i tak nie szanuje. Oni to planują wcześniej.

– Nie sądzę… – Zaczęła surowowyglądająca kobieta, jednak szybko umilkła.

Mężczyzna w okularach mógł mieć rację. 

– To co niby teraz mamy z tym zrobić? – spytała w końcu słabo.

– To, co zawsze – odpowiedział jej niechętnie. – Musimy to jakoś przeczekać.

Coś wielkiego uderzyło w drzwi prowadzące do ich Sali Obrad. Wszyscy bez wyjątku wzdrygnęli się z niepokojem spoglądając przed siebie. Nikt nic nie powiedział. Rozmowa o tym i tak nie miała sensu. 

Koszalin, 2010 r.