Odwołane zbawienie

Airo to definitywnie jedna z moich ulubionych postaci. Ogrom frustracji, nieskończone pokłady złośliwości, a do tego brak zahamowań w kontaktach z istotami o wiele potężniejszymi od niego. Instynkt samozachowawczy? A co to niby w ogóle jest?

Od Autorki

To był jeden z tych mglistych, wietrznych dni, gdy wilgoć w powietrzu sprawiała, że zimno przedostawało się nawet pod najgrubsze ubranie. Nieprzyjemny wiatr wiał z zachodu, a ciężkie chmury nie przepuściły żadnego promienia południowego słońca. Szczęk broni i krzyki walczących rozchodziły się po okolicy dziwnie przytłumione, delikatna mżawka wcale nie poprawiała nikomu humoru. 

Nad sceną toczącej się rzezi górowało stare wzgórze z samotnie rosnącą jabłonką. O gruby pień niewysokiego drzewa opierała się zakapturzona postać. Jej czarny płaszcz sięgał ziemi, a głęboki kaptur skrywał skutecznie twarz. Sylwetka zdawała się kobieca, ale wzrost i emanująca od niej siła nie pasowały do płci tak często uważanej za słabszą. Przenikliwe oczy przyglądały się batalii bez większego zainteresowania, splecione na piersi ręce nawet nie drgnęły, gdy tuż obok zafalowała osłona rzeczywistości. Energia zawirowała, dwa metry od postaci pojawiła się czarna, jak smoła szczelina, która następnie rozszerzyła się tak, by umożliwić przejście przez nią ubranemu na biało mężczyźnie. Gdy tylko przybysz stanął na mokrej trawie, pęknięcie zniknęło nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu. 

– Tu jesteś – powiedział mężczyzna podchodząc do opartej o drzewo postaci. – Przez chwilę zwątpiłem, czy w ogóle dobrze trafiłem. Nie poznałem cię bez papierosa.

W odpowiedzi z wnętrza kaptura popłynął melodyjny głos. 

– To przez tę cholerną mżawkę. Zabija cały urok palenia.

– Palisz nawet w portalu, gdzie nie ma powietrza, a wystarczy głupia mżawka, żeby ukochana trucizna pozostała w kieszeni. Kto by pomyślał…

– Trucizna? Nie posiadam prawdziwego ciała, więc ciężko nazwać cokolwiek, z czym mam styczność, mianem trucizny, Airo. 

Niższy o głowę od opartej o drzewo postaci mężczyzna wzruszył znudzony ramionami. Już to przerabiali, tę rozmowę, te same argumenty, a potem nie wiedzieć czemu zrobili z tego swój prywatny rytuał, którego osobiście szczerze nienawidził. Przez chwilę panowała cisza. Drobne krople spadającej z nieba wody wnikały w sięgające pasa białe włosy przybysza. Jego pozbawiona mimiki twarz nie drgnęła nawet, gdy zimne oczy skierowały się w stronę dobiegających odgłosów zabijania tak namiętnie produkowanych przez dwie wrogie armie. 

– Dalej walczą? – spytał, by zabić wreszcie tę irytującą ciszę, ale to, co usłyszał w odpowiedzi, tylko jeszcze bardziej utwierdziło go w przekonaniu, że marnuje czas. 

– Już niedługo. 

– Rozmowa z tobą jest czasami czystą rozkoszą. 

– Nie mnie oceniać twoje masochistyczne zapędy Airo.

Grymas irytacji przebiegł po jasnej twarzy mężczyzny, ale nie zawitał na niej zbyt długo. W końcu to nie była pierwsza taka rozmowa i doskonale wiedział, że nie ostatnia. Już dawno przestał się przejmować pewnymi rzeczami, miał za dużo na głowie, by tracić swój cenny czas na kwestie, których zmienić nie był  w stanie… choć jakoś nie przeszkadzało mu to wcale dalej się na nie irytować. 

– Nie powinieneś czegoś zrobić? – spytał złośliwie. 

– Co masz na myśli?

– Sam nie wiem. Jesteś wielkim Wysłannikiem Nieba, Bożym Intelektem, psem od czarnej roboty. Tam, gdzie witasz, siejesz śmierć i zniszczenie.

– Po co mam się wysilać, skoro śmierć i zniszczenie same się już sieją?

– No tak, ale… – Białowłosy zawahał się, po czym podszedł bliżej do opartej o drzewo postaci i spytał. – W jakiej ty teraz jesteś postaci? Bo nie wiem, jak mam się do ciebie zwracać. On? Ona?

– Zawsze przybieram kobiecą formę, gdy pracuję dla Nieba.

– No tak, oczywiście. – Mężczyzna uśmiechnął się szeroko wcale nie kryjąc płonącej w oczach złości. – Wszystko jasne. Tylko, że kurwa twoja żeńska forma od męskiej jest tak różna, że nie sposób ich pomylić, jak zasłaniasz ryja tym kapturem i masz na sobie ten cholerny płaszcz. Z daleka widzę, czy masz dziś trochę więcej między nogami, czy na klatce piersiowej.

Cichy śmiech dobył się z wnętrza głębokiego kaptura, a zaraz po nim pełne złośliwej radości słowa:

– Doskonale to słyszeć, bo wiem, że niektórzy mieliby z tym poważne problemy.

Airo momentalnie przestał się uśmiechać, ale nie okazał w żaden sposób swojej narastającej furii. Wiedział, że to forma gry, chorej gry, której celem było wyprowadzenie go z równowagi. Wiedział też, że nieważne co by powiedział, ma szansę najwyżej zremisować, albo od razu się z niej wycofać. Bez zbędnego zastanowienia wybrał tę drugą możliwość. 

– Skoro nici z kulturalnej wymiany zdań, pozwól że przejdę do rzeczy i nie będę marnował dłużej naszego czasu.

– Jak chcesz. – Postać dalej nawet nie drgnęła wpatrując się spokojnie w pole kończącej się powoli bitwy. – Mam czas, nie zamierzam ingerować, nim się sami nie powybijają.

Hałas powstały z łączących się ze sobą odgłosów zderzania ostrzy mieczy, okrzyków wojennych, padających co chwila nowych rozkazów, zaczął się powoli zmieniać. Coraz mniej było tam metalicznego szczęku, coraz mniej dumnych haseł, coraz częściej pojawiały się za to agonalne krzyki, wrzaski pełne bólu, kwiczenie umierających koni. Ziemia przesiąknięta była krwią i odchodami, cuchnące błoto oblepiało próbujących je sforsować wojowników, tysiące ciał  tratowanych było przez resztkę żyjących. Stojący na pobliskim wzgórzu obserwatorzy przyglądali się tym przerażającym scenom z błogą obojętnością. Zbyt wiele ich już widzieli, w zbyt wielu sami brali udział, by płakać nad poległymi. 

– Anioł Porządkowy żąda zaległych raportów. Nie może rozliczyć cyklu przez ciebie. – Zaczął wymieniać monotonnym, znudzonym głosem Airo. – Boża Miłość również prosił cię o pośpieszenie się  z tym.

– Pracuję – odpowiedziała Boży Intelekt. – Jak przestaną mnie wysyłać w teren, to rozliczę się z papierkowej roboty.

– Pierrot jest wściekły. Nie pytałem o co.

– Dlaczego?

Po tym niewinnym pytaniu w głowie białowłosego mężczyzny pojawiła się cała seria bolesnych i upokarzających wspomnień, które były wynikiem wmieszania się w prywatne rozgrywki tej dwójki. W tym samym momencie, gdy umysł przywoływał wszystko to, o czym właściciel tak bardzo starał się zapomnieć, cichy szelest oznajmił poruszenie się zakapturzonej postaci. Airo spojrzał na Boży Intelekt przyglądającą mu się z rozbawieniem. Wziął głęboki oddech, przymknął na chwilę oczy, a następnie ignorując całkowicie zadane mu pytanie, mówił dalej:

– Sklepikarz ma nową listę potrzebnych rzeczy. Jadeitowy Książę chce porozmawiać o próbie naruszenia granic. Szalony Kapelusznik ma podobno nowe wieści dla ciebie, ale nie zdradził o czym…

Bitwa dobiegła wreszcie końca. Nieliczni żyjący z przerażeniem spoglądali na wyniki kolejnej idiotycznej wojny. Szał bitewny powoli opuszczał ich ciała, następowało bolesne odrętwienie, pojawiała się świadomość odniesionych ran. Ci, którzy przeżyli, wygrzebywali się z błota i próbowali jak najszybciej opuścić przeklętą polanę zostawiając za sobą widmo oszukanej tym razem śmierci. Miało minąć jeszcze kilka godzin, nim ostatni żywi opuszczą to miejsce, ale już teraz wiadomo było, kto zwyciężył, a kto przegrał. Boży Intelekt wiedziała, że był to najwyższy czas, by wywiązała się ze swojego zadania. Odepchnęła się od pnia i dała kilka kroków przed siebie. Z jej ciała wypłynął impuls potężnej energii otwierający przejście między wymiarami. Służące jej wojsko siepaczy – zmumifikowanych wojowników wyposażonych w ostre sierpy – zaczęło wynurzać się z mokrej ziemi. Tuż przy jej prawej nodze pojawił się dowódca składający jej głęboki pokłon. 

– …Lord Moth też chce z tobą porozmawiać. Jakiś konflikt z Sullivanem chyba… – kontynuował niezrażony niczym Airo. 

– Pani – powiedział spokojnie dowódca oczekując na instrukcje.

– Zbić wszystkich. – Boży Intelekt wskazała prawą dłonią na znajdującą się przed nią rozległą polanę.

– Tych, którzy zdołali zbiec do lasu również? – Upewnił się dowódca.

– Wszystkich – powtórzyła kobieta.

Przerażające wojsko rzuciło się do ataku. Nie potrzebowali żadnych wyjaśnień, żadnych powodów, ani zbędnych słów zachęty. Wszystko trwało sekundy. Nim zmęczeni żołnierze zorientowali się, że zbliża się do nich śmiertelne zagrożenie, w powietrze poszybowały pierwsze ścięte głowy. Dzikie wrzaski przerażenia nie trwały długo. Zmumifikowani wojownicy byli wyjątkowo precyzyjni i nadzwyczaj skuteczni. Kobieta obserwowała ich z zadowoleniem napawając się widokiem kolejnych umierających ludzi. Airo mówił dalej:

– Coś się dzieje z twoim kompleksem wymiarowym. Pewnie o tym wiesz, ale twój Duch Opiekuńczy centralnego wymiaru prosił o kontakt wspominając coś o budzącej się matce. Jak się przemieszczałem między wymiarami zauważyłem też pęknięcie barier w dwóch miejscach na granicy Międzystanu. Nic wielkiego, ale lepiej, żebyś się tym zajęła w wolnej chwili…

Na polu bitwy nie pozostał nikt żywy. Z pobliskiego lasu wyłaniali się właśnie ostatni umazani krwią wojownicy. Dowódca ponownie pojawił się u boku kobiety oddając jej głęboki pokłon. 

– Dziękuję – powiedziała lekko pochylając głowę w jego stronę.

Przerażające wojsko, jak na rozkaz, opadło na kolana w pokłonie i zniknęło, jakby zapadło się pod ziemię. Misja została wykonana. Boży Intelekt zeszła powoli ze wzgórza, a następnie w zamyśleniu przechodziła po stertach trupów na drugą stronę doliny. Białowłosy mężczyzna podążał spokojnie za nią. 

– Podobne przebicia zaczęły się pojawiać między kompleksami wymiarowymi, ale załatanie ich zlecono Trzynastemu. Jeśli już jestem przy Trzynastym, to…

– Dużo tego jeszcze? – westchnęła Boży Intelekt.

– Bardzo dużo, jeśli chcesz wiedzieć. – Airo roześmiał się nagle na całe gardło. – Chcesz wiedzieć… dobre sobie. Ty o tym doskonale wiesz. Wiesz o wszystkim, zanim jeszcze odezwę się choćby słowem. Nawet nie masz pojęcia, jak denerwuje mnie, gdy muszę wysłuchiwać tych głupich próśb o przekazanie ci czegoś. Żeby to chociaż były prośby. Blokujesz swój umysł i zamiast wysłuchiwać wszystkiego osobiście, zrzucasz to na mnie. A potem ja idę dostarczyć towar do Sklepikarza, a w głowie słyszę wściekłego Pierrota i wiem, że tuż za drzwiami już czatuje na mnie Szalony Kapelusznik. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz moje myśli należały tylko do mnie. Telepatia to najgorsze ścierwo, jakie można było wymyślić.

Mężczyzna spojrzał z wyrzutem na idącą obok niego kobietę, ale nie dodał już nic więcej wiedząc, że i tak nie przejmie się ona ani jednym słowem, jakie opuści jego usta. Wiedział też doskonale, nawet lepiej niż ktokolwiek inny, że jego problemy były niczym w porównaniu do demonów, które zagnieździły się w jej głowie. 

Mżawka powoli ustawała, mgła opadła ukazując w pełni ogrom zniszczeń, jaki ich otaczał. Wiatr dalej wiał, ale stał się odrobinę bardziej znośny, a gruba warstwa chmur powoli zaczęła rzednąć i przepuszczać pojedyncze promienie słońca. Białowłosy mężczyzna rozglądał się dookoła recytując dalej listę rzeczy, jakimi pilnie powinna zając się idąca tuż obok niego kobieta. Boży Intelekt szła w milczeniu pogrążona we własnych myślach, Airo wiedział że nie bardzo go nawet słucha, ale nie zamierzał się tym przejmować. Kiedy powoli zbliżał się już do końca swojego bezsensownego zadania, w jego głowie zawitała smutna myśl.

– Pamiętam, gdy cię poznałem – powiedział spoglądając na zakapturzoną postać. – Urzekła mnie twoja siła i opanowanie.

– Wychudzony smarkacz nie potrafiący o siebie zadbać. – W melodyjnym głosie kobiety dało się wyraźnie wyczuć uśmiech. – Patrzyłeś na mnie, jak wygłodniały szczeniak skomlący o odrobinę ciepła, ale bardzo się starałeś wyglądać na godnego negocjowania ze mną. 

– Tak, widzę że też to pamiętasz. – Airo przybrał możliwie najbardziej obojętny wyraz twarzy, na jaki tylko było go stać. – Włożyłem ogrom pracy, żebyś tylko uznała mnie za, jak to sama określiłaś, godnego i wzięła ze sobą. Kiedy spotkaliśmy się ponownie po latach byłem pewien, że wydasz mi się słabsza, mniej ciekawa, ale ponownie zachwyciłaś mnie swoją obojętnością i siłą.

Kobieta z zaciekawieniem zaczęła mu się przyglądać. To były na swój dziwny sposób miłe słowa, ale znali się już wystarczająco długo, by wiedziała, że puenta pewnie już tak miła nie będzie. 

– Do czego zmierzasz? – spytała z rozbawieniem czekając na ciąg dalszy. 

Mężczyzna spojrzał w niebo uśmiechając się szeroko. 

– Kiedy pozwoliłaś mi sobie towarzyszyć zrozumiałem, że coś jest z tobą porządnie nie tak.

– No i…?

– Dziś zrozumiałem, że cokolwiek pierdolnęło ci z psychiką, to samo stało się z moją. – powiedział zatrzymując się na chwilę. Kobieta również przystanęła przyglądając mu się uważnie. – Oczywiście nie aż tak, jak tobie. Powiedzmy, że tak na dużo mniejszą skalę, ale jednak. Gdzieś wypaczył się mój system wartości… sam nie wiem. Światopogląd może? Przeszliśmy całą tę cholerną polanę idąc po trupach. Ani razu żadne z nas nie spróbowało nawet ominąć choćby jednego ciała.

– Po co? – Boży Intelekt spytała ze zdziwieniem. – Dookoła nich jest błoto. Ty, jak ty, ale ja mam masywne buty podkuwane metalem. Nie mam czasu szarpać się z nimi przy każdym kroku, wyciągać z zasysającej je mazi gówna zmieszanego z krwią i resztką ich mózgów.

– Widzisz? O tym mówię.

Airo wskazał na leżące pod nimi trupy. Kobieta wzruszyła ramionami w odpowiedzi i wznowiła przerwany spacer. Mężczyzna westchnął cicho wracając do recytowania listy. 

Gdy dotarli wreszcie na koniec polany, kobieta zatrzymała się i odwróciła. Przez chwilę spoglądała na pole niedawnej bitwy, jakby coś kalkulowała, a gdy wreszcie skończyła, z jej ciała wypłynął słup energii tworzący przejście do Nieba. Dusze wszystkich tych, którzy wciąż znajdowali się w tym miejscu, zostały gwałtownie odcięte od ciał, wypchnięte wręcz przez płynącą moc. Gdy polana opustoszała, kobieta przyklęknęła dotykając prawą dłonią ziemi. Kolejny impuls energii wydobył się z jej palców i wniknął w glebę. Polana zadrżała, zafalowała i rozstąpiła się wciągając wszystkie ciała zabitych. Po kilku minutach powierzchnia wygładziła się, a okolica wyglądała dokładnie tak, jak wyglądała, nim przybyły w jej strony wojska. Nawet trawa rosła dalej tam, gdzie powinna, choć była mocno podeptana i wciąż brudna od krzepnącej krwi. Kobieta widząc, że wszystko wróciło do normy, wstała i ruszyła w stronę lasu. Airo podążał za nią bez żadnych pytań. 

Nie uszli daleko. Zaraz za linią pierwszych drzew znajdowała się niewielka kamienna konstrukcja przypominająca małą grotę. Boży Intelekt zatrzymała się tuż przed wejściem do niej i skierowała wzrok na towarzyszącego jej mężczyznę. Ten spojrzał do środka. Wewnątrz, ukryta w ciemności, leżała na ziemi młoda dziewczyna tuląc do piersi nowo narodzone dziecko. Dookoła niej z każdą chwilą powiększała się kałuża krwi. 

– Krwotok.

Bardziej stwierdził, niż zapytał Airo spoglądając w pełne przerażenia oczy młodej matki. Boży Intelekt zsunęła powoli kaptur z głowy ukazując piękną, symetryczną twarz. Na je ustach błąkał się cień uśmiechu. Przerażona dziewczyna wyraźnie się uspokoiła. Widząc jej reakcję, mężczyzna w bieli miał ochotę się roześmiać gorzko, uświadomić jej, że ten uśmiech nie jest oznaką współczucia, ani przejawem miłosierdzia, ale ostatecznie powstrzymał się od jakiegokolwiek komentarza. To i tak nie potrwa już długo, więc po co dokładać jej cierpienia. 

– Nie pociągnie długo – stwierdziła kobieta przyglądając się, jak matka resztką sił kładzie przed nimi drżącymi z wysiłku dłońmi dziecko, a po chwili umiera. – Chyba myślała, że Niebo przysłało nas po jej pierworodnego. 

– To Mesjasz, prawda? – Airo przyglądał się uważnie nowordkowi. – Co zamierzasz z nim zrobić?

– Właściwie to wybiła piąta w Niebie i właśnie skończyłam pracę.

Kobieta uśmiechnęła się złośliwie spoglądając na białowłosego mężczyznę. Jej ciało zafalowało lekko, po czym zaczęło się zmieniać. Przybyło kilka centymetrów, rysy twarzy stały się ostrzejsze, mięśnie bardziej zarysowane. Zmienił się też ubiór. Płaszcz sięgał teraz kolan, skóra zmieniła się w materiał, ciężkie buty w męskie kozaki sięgające do połowy łydki. Gdy proces dobiegł końca, w lesie stało już dwóch mężczyzn. 

– Nie myślałem, że kiedykolwiek przywyknę do tych twoich zmian wyglądu – stwierdził  Airo patrząc, jak ten drugi wyjmuje paczkę papierosów. 

– Tak jest wygodniej. Wszyscy wiedzą, że kobieta pracuje dla Nieba, a mężczyznę nie obowiązują żadne zasady. Dziwne wydaje się to tylko tym, którzy wiedzą, że to nie rodzeństwo, a jedna i ta sama osoba.

– Nieważne Al. Gówno mnie obchodzi tu twoje zdanie na ten temat. Powiedz lepiej, co z dzieckiem.

Czarnowłosy mężczyzna odpalił papierosa i zaciągnął się dymem przyglądając się jednocześnie płaczącemu niemowlęciu. 

– Wysyłają ich zawsze, jak ludzkość po raz kolejny spieprzy sprawę. Jednostki wybitne, Mesjasze, którzy poświęcają się dla odkupienia cudzych grzechów. W każdym świecie to samo. Niewinni brukani są w imię odkupienia winn winnych, ale winni nigdy się nie zmieniają. Ludzie nie uczą się na własnych błędach, nie próbują nawet zmienić swojej natury. Raz za razem, ciągle to samo i ciągle na nowo Niebo daje im szansę, oni ją marnują. 

Al podszedł do dziecka, stanął nad nim przyglądając mu się z ironicznym uśmiechem. Niemowlę przestało na chwilę płakać urzeczone stalowym spojrzeniem mężczyzny. Prawa noga uniosła się, but opadł na ledwie ukształtowaną czaszkę miażdżąc ją z cichym trzaskiem.

– No cóż, chyba tym razem nie będzie żadnego odkupienia – stwierdził obojętnie Airo.

– Przynajmniej o kwadrans za późno. Skończyłem na dziś z pracą.

Al zaciągnął się papierosem spoglądając na białowłosego mężczyznę. Nie silił się nawet, by ukryć swoje rozbawienie. Airo pominął milczeniem fakt, że Boży Wysłannik sam dopilnował, by nie przybyć na czas. Nie, w takich chwilach nie było sensu stwierdzać oczywistych rzeczy. Zamiast tego sam wyjął paczkę papierosów i odpalił jednego. 

– No więc palancie, skoro już skończyłeś pracę, możesz mnie olśnić od czego zaczniesz? Lista jest długa, jak sam słyszałeś.

Czarnowłosy mężczyzna roześmiał się na całe gardło. Gdy już się uspokoił, powiedział:

– Właściwie w ogóle cię nie słuchałem. Możesz wymienić wszystko od nowa?

Koszalin, 02.2013