Pomocnicy

Wysoka, szczupła kobieta w czarnych włosach sięgających pasa stała przy oknie maleńkiego pokoiku położonego na najwyższym poziomie Nieba. Ubrana była w długi, skórzany, czarny płaszcz wykańczany stalowymi klamrami i ciężkie, okute metalem buty. Jak zwykle, pod spodem miała tego samego koloru golf i wąskie spodnie. W ustach tlił się papieros.

–  Za każdym razem, gdy już myślę, że z niczym mnie nie zaskoczą, oni wymyślają kolejny poroniony pomysł –  powiedziała spokojnie wciąż wpatrując się w coś przez szklaną tafle. – Nie mogę nie docenić ich cholernej pomysłowości.

– O kim mówisz? – spytał siedzący na niewielkim foteliku Anioł. W lewej dłoni trzymał właśnie jakiś dokument, którego treść starał się możliwie rzetelnie przyswoić. – O Radzie Starszych Pierwszego Poziomu?

– Nie. – Zaprzeczyła krótko kobieta, po czym wskazała na coś palcem dodając – O tej dwójce pajaców.

Anioł odłożył z głośnym westchnieniem dokument i podszedł powoli do okna. Wychylił się przez nie, by lepiej przyjrzeć się dwójce pomocników Anioła Porządkowego Pierwszego Poziomu. Choć bardzo chciał, nie potrafił powstrzymać się od szerokiego uśmiechu.

Dwóch mężczyzn ubranych w całości na biało, przemykało właśnie przez sad pełen drzew owocowych. Jeden z nich, brunet, wyraźnie się czymś niepokoił. Drugi, niższy od poprzedniego o kilka centymetrów, wiązał właśnie swoje czerwone jak ogień włosy sięgające ramion w koński ogon i próbował coś sobie przypomnieć.

– Ale jesteś pewien, że tam to jest? – spytał czerwonowłosy. – Bo wiesz, jak tego tam nie ma, to bez sensu, żebym się włamywał.

Sądząc po pełnej irytacji twarzy bruneta, łatwo było wywnioskować, że pytanie nie padło po raz pierwszy tego dnia, niemniej jednak udzielił na nie po raz kolejny odpowiedzi.

– Nie jestem całkowicie pewien, ale w znacznym stopniu. Tyle wystarczy, żeby spróbować. Do cholery, tu chodzi o nasze życie wiesz? O naszą przyszłość! Skup się, wejdź tam, a potem jak tylko możesz najszybciej, namierz podanie i spal je, zjedz, wsadź sobie w tyłek, sam nie wiem. Zrób cokolwiek!

– Dobra no, spokojnie. Wolałem się upewnić.

Sprawa była poważna. Musieli się skupić. Tym razem nie mogło być mowy o najmniejszym błędzie, inaczej zapłacą słono za swoją wcześniejszą niefrasobliwość. No, ale z gorszymi rzeczami dawali sobie radę. Nie tak ważnymi może, ale dużo trudniejszymi na pewno. Nie powinno być większego problemu z niewielkim włamaniem, prawda?

Podeszli do niewielkiego budynku. Czerwonowłosy zaczął się rozciągać. Robił to chaotycznie i tak, że każdy kto go w tej chwili widział, odbierał prosty sygnał wypisany ogromnymi literami: NIE MAM POJĘCIA CO WŁAŚCIWIE ROBIĘ, ALE CHCĘ BYĆ W TYM PROFESJONALISTĄ. W końcu grunt to prawidłowa motywacja, prawda? Wprawa kiedyś zawsze przyjdzie, a przynajmniej tak mówili im, gdy przyjmowali się do pracy. Tak czy inaczej, wygibasy nie mogły trwać wiecznie, więc zupełnie nie rozgrzany i mocno zestresowany czerwonowłosy przymierzył się do skoku pod parapetem. To wymagało skupienia. Niby nic, głupi skok, ale ważny, gdy się nad tym zastanowić. Nawet bardzo ważny. To musiał być wręcz perfekcyjny skok!

Skoczył, złapał prawą dłonią za parapet znajdujący i pomyślał o prywatnej, wielkiej wygranej. Gdy tylko zaczynał cicho śpiewać z radości, usłyszał dziwny trzask. To nic, prawda? Nic, a nic. Powtarzał to sobie widząc, jak blacha pęka po kawałku odrywając się od ściany. Dobrze, że tu nie było wysoko.

– Złamałeś parapet! – skarcił go brunet. Czerwonowłosy rzucił w niego trzymaną w dłoni blachą sycząc:

– Sam się złamał idioto! Myślisz, że celowo tak skoczyłem kretynie? Czemu tego nie przewidziałeś? Powinieneś był przewidzieć, że blacha nie wytrzyma.

– Nie zwalaj winy na mnie! Ja nawet jej nie dotknąłem. Zresztą trudno już, co zrobiłeś, to się nie odzrobi, ale pytanie, jak my się do środka teraz dostaniemy.

– Schodami kurwa mać – warknął czerwonowłosy ruszając szybko przed siebie.

Gdy okrążyli budynek od wschodniej strony, zobaczyli niewielkie wejście. Rozejrzeli się konspiracyjnie dookoła, po czym stwierdzili, że kilka osób patrzy się na nich w podejrzany sposób. Wtedy wymienili pełne przerażenia spojrzenia i wbiegli do środka najszybciej, jak tylko potrafili. Pokonali szybko niewysokie schody, otworzyli drzwi i wbiegli do zawalonego dokumentami biura.

– W czym mogę wam pomóc? – spytał siedzący za biurkiem starszy mężczyzna z długą, białą brodą.

– Myślałem, że tu dziś pana nie ma – powiedział czerwonowłosy spoglądając trochę bezradnie na staruszka. – Dlaczego pan tu właściwie jest?

– Bo tu pracuję chłopcze?

– Doskonale. Tylko się upewnialiśmy, czy z panem wszystko dobrze – stwierdził brunet rozglądając się dookoła. – Doszły nas słuchy, że się pan gorzej poczuł i w ogóle.

– Ależ skąd. – Staruszek odłożył powoli trzymane w dłoni pióro przyglądając się dwójce mężczyzn jeszcze uważniej. – Czy to nie wy mi parapet przed chwilą wyrwaliście? Chyba słyszałem wasze głosy pod oknem.

– Oczywiście, że nie. – Rzucił niedbale czerwonowłosy przeglądając kolejne dokumenty ze sterty. – Prawda, że nie Stefan?

– Ależ wszyscy, tylko nie my.

– A czego teraz właściwie szukacie? –  Staruszek zaczął się powoli podnosić z krzesełka.

– A zna nas pan? – spytał czerwonowłosy, na co staruszek odpowiedział wyraźnie poirytowanym tonem:

– A powinienem?

– Nie. I jesteśmy za to obaj wdzięczni – stwierdził czerwonowłosy chowając jakiś dokument do wewnętrznej kieszeni swojego uniformu i wybiegł ile sił w nogach.

– To do widzenia! – krzyknął brunet podążając za przyjacielem, jak szybko tylko dał radę.

– Zaczekajcie! – wrzasnął staruszek, ale nie miał szans dogonić dwóch złodziei. – Co wyście tam zabrali?! Oddawać to!

Pomocnicy biegli i biegli i biegli, a ponieważ Pierwszy Poziom, choć powierzchniowo zajmował całkiem sporo miejsca, to jednak nie był aż tak strukturalnie skomplikowany, by oferować wiele kryjówek. Dwóch panów było jednak zbyt spanikowanych, by się nad tym zastanawiać, dlatego okrążyli cały kompleks kilka razy, aż postanowili ukryć się w swoim ulubionym miejscu, jakim było Archiwum Pierwszego Poziomu.

– Cholera jasna, było blisko. – powiedział czerwonowłosy wyjmując kopertę z kieszeni i upychając ją za poluzowaną deskę w podłodze.

– Niezła była ta zmyłka z imieniem. Teraz dostanie się biednemu Stefanowi z ochrony – śmiał się brunet. – Nigdy go nie lubiłem.

Mężczyźni zaczęli śmiać się donośnie padając sobie w objęcia, jakby właśnie uniknęli samej śmierci. Klepali się po plecach, wzajemnie sobie gratulowali sprytu, szybkości, geniuszu zbrodni. Ich radość została jednak brutalnie zakłócona przez huk otwieranych z impetem drzwi.

– Możecie mi powiedzieć kretyni, co was tak do cholery cieszy? – spytał Anioł Porządkowy tonem tak zimnym, że aż skrzyło się powietrze dookoła.

Pomocnicy zamarli widząc swojego przełożonego. W jego oczach czaiła się furia granicząca z obłędem, kostki dłoni, w której dzierżył niczym miecz swój stempel, zbielały całkowicie. Usta zaciskał tak mocno, że stały się sine, a energia dookoła wirowała w sposób sugerujący rządzę mordu i to takiego nad wyraz okrutnego. Widzieli już to nie raz, zawsze kończyło się to dla nich bardzo źle. Wiedzieli doskonale, że cokolwiek by teraz nie zrobili, rozsierdziło by to tylko Anioła jeszcze bardziej, więc postanowili milczeć, jak zaklęci szykując się na powolną i trwającą godzinami agonię. Anioł czekał kilka sekund, potem kilka kolejnych, po jeszcze kilku zrozumiał, że marnuje tylko swój czas. Odpowiedzi nie będzie. Potrzebował jeszcze minuty, by przetrawić taką zniewagę, kolejnej, by odmówić sobie rozkoszy połamania im wszystkich kości, trzech następnych na ochłonięcie w stopniu wystarczającym do ponownego zabrania głosu.

– To nie było pytanie retoryczne. Wiem, że macie zamiast mózgów kubeczek szczyn przelewający wam się między uszami i chlupoczący radośnie przy próbie myślenia, ale tym razem nie wyjdę z tego miejsca, póki nie dowiem się, o co dokładnie chodzi. Ostatnim razem, gdy tak się śmialiście, a potem radośnie milczeliście srając w gacie na mój widok, dostałem karne anulowanie wymarzonego urlopu. Wiecie dlaczego? Bo przypadkowo zgubiliście mój roczny raport.

– Spaliliśmy w woli ścisłości. – Podsunął uprzejmie brunet, nim czerwonowłosy zdołał przywalić mu w żołądek.

– Spaliliście… – Zamyślił się Anioł Porządkowy, a spokój w jego głosie oznaczał, że osiągnął już taki stan furii, przy którym jego uczucia wzniosły się na wyższy poziom. Nirvana nienawiści, oświecenie poprzez stanie się czystym pierwiastkiem zagłady. Będą umierać miesiącami. – No oczywiście. Mówiłem o innym raporcie, ale dziękuję, że przypomnieliście mi o raporcie przemian. Obejmował zestawienie danych z ponad czterystu sąsiadujących światów i miał objętość opasłego tomiszcza. Jego przygotowanie zajęło mi raptem dekadę sumiennej, regularnej pracy, która poszła z dymem w piętnaście pieprzonych minut. Jakże mogłem o tym zapomnieć. Dziękuję.

– Proszę. Był jeszcze ten z czternastego kompleksu, który…

Brunetowi nie dane było tego dnia dokończyć. Został znokautowany legendarnym już drewnianym stemplem, a następnie zmasakrowany, nim zdołali go uratować dyżurujący strażnicy. W stanie graniczącym z krytycznym, został odwieziony do punktu oczyszczania dusz, gdzie w ciągu kilku godzin złożą go do kupy. Nie pierwszy zresztą raz i nie ostatni, powtarzał sobie Anioł Porządkowy skacząc po leżącym na ziemi pomocniku. To Niebo, tu się nie da umrzeć, mówił okładając go czym popadło. Potem odrobinę się uspokoił. Jego wzrok spoczął na drugim pomocniku.

– Gwizdnęliśmy podanie od staruszka z kanciapy! – krzyknął czerwony padając na ziemię i osłaniając rękami głowę. – Jest pod oblu…

Nie było sensu kończyć. Każdy w Niebie wiedział, że jak ta dwójka coś ma do ukrycia, to wpycha to pod obluzowaną deskę w podłodze. Anioł Porządkowy też zdawał sobie z tego doskonale sprawę, więc podszedł tam, wyjął kawałek drewna, wyjął dokument, a potem uważnie go przeczytał.

– Jeśli pewnego dnia was zrozumiem, to mam nadzieję, że mnie ktoś unicestwi – warknął. – Jak nie chcieliście iść na ten pieprzony urlop, to wystarczyło powiedzieć kretyni.

Czerwonowłosy otworzył szeroko usta, ale nim zdołał cokolwiek powiedzieć, Anioł rzucił mu podaniem o urlop prosto w twarz i wyszedł.

Kobieta obserwowała to wszystko z daleka. Z jej ust nie znikał uśmiech, choć z trudem opanowywała potrzebę głośnego roześmiania się, gdy kątem oka dostrzegała drżące od tłumionego śmiechu ramiona Anioła. Ten trzymał się za brzuch i miał problemy ze złapaniem oddechu, choć prawdę mówiąc, gdzieś bardzo głęboko w swoim pełnym miłości sercu czuł, że nie powinien śmiać się z niedoli nieudolnych pomocników. W końcu jeden z nich naprawdę źle skończył. Z drugiej jednak strony wszystko to było, jak scena z dobrej komedii – absurdalne, groteskowe, wręcz nierealne. Ta dwójka zawsze poprawiała innym humor. No może poza tymi, którzy byli za nich bezpośrednio odpowiedzialni…

– Aż mnie brzuch boli. – jęknął Anioł biorąc głęboki oddech i uspokajając się trochę. – Porządkowy wyszedł z siebie dziś. Myślałem, że naprawdę go zabije.

– Dziwisz się? Pamiętasz co się działo, jak mu ten raport spalili? Przypominanie tego było samobójstwem – stwierdziła kobieta.

– A jak mu wszystkie akta w okresie przemian wywalili? Tysiące latających kartek!

Na to wspomnienie już nie wytrzymała i zaczęła się śmiać wraz z Aniołem.

– Znokautował wtedy czerwonego krzesełkiem.

– A jak mu niechcący regał z dokumentacją przewrócili…?

– …w dzień kontroli z Drugiego Poziomu! Dostał karne nadgodziny na kolejną dekadę.

– Albo, jak mu włosy wyrwali z połowy głowy, bo próbowali wiatrak włączyć…

– Pamiętam to. Jego wrzask ściągnął Archaniołów z Bożej Wieży. Michael musiał tych idiotów ratować.

O, tych historii było więcej. Dużo więcej. Mogliby tak sobie je wspominać całymi dniami, ale przerwało im niespodziewane pukanie do drzwi. Nim którekolwiek z nich zdołało się opanować na tyle, by zobaczyć, kto to, klamka opadła, a zamek ustąpił z cichym trzaskiem. Do pomieszczenia wszedł Anioł Porządkowy Najwyższego Poziomu. Za nim zaraz stali przedstawiciele tamtejszej Rady.

– Widzieliście, co tym razem zrobili? – spytał Porządkowy z pełną powagi miną.

Kobieta i Anioł natychmiast zapanowali nad wesołością i równie poważnie kiwnęli w odpowiedzi głowami, ale gdy tylko chwila ciszy zaczęła się przeciągać, żadne z nich nie wytrzymało. Śmiali się wszyscy, a grono radosnych powiększało się z każdą chwilą, aż wreszcie ktoś zadał jedno, dość kluczowe pytanie.

– Czemu oni podanie o urlop ukradli?

Kobieta dała znak pozostałym, by się uciszyli. Zajęło to chwilę, a do tego wszyscy im bardziej się starali, tym ciężej było im nad sobą zapanować, ale jakoś wreszcie zapanowała znów zględna powaga.

– Są idiotami, ale nie aż takimi – powiedziała już zupełnie spokojna. – Podpieprzyli to.

Pokazała wszystkim dokument wyniesiony przez pomocników z biura staruszka z siwą brodą. Wesołość została zastąpiona ciekawością. Wszyscy w skupieniu przyglądali się kilku spiętym kartkom papieru. Anioł pierwszy zadał wypisane na twarzach wszystkich pytanie.

– Co to jest?

– Podanie Porządkowego Pierwszego Poziomu o przydzielenie ich na nauki na Najwyższy Poziom. – odpowiedziała kobieta i blady strach padł na zebranych za drzwiami. – Podmieniłam, gdy masakrowano bruneta.

Anioł Porządkowy Najwyższego Poziomu, nie zastanawiając się ani chwili, podszedł do kobiety, wyjął jej podanie z ręki, a potem bezceremonialnie spalił na oczach wszystkich.

– Jak coś, to zaginęło w biurze – powiedział i wszyscy pokiwali ze zrozumieniem głowami.