Poprawiony zapis

To opowiadanie spisałam dawno, dawno temu. Kiedy po latach wygrzebałam je z dysku, byłam całkiem pewna, że trafi do kosza. Przeczytałam je uważnie, potem przeczytałam je jeszcze raz, naniosłam drobne zmiany, odłożyłam na kolejnych kilka lat. W tym roku dokopałam się do niego po raz kolejny. Ponownie uruchomiłam je będąc pewną, że do niczego się nie nadaje. Raz jeszcze uważnie je przeczytałam i nagle odkryłam, dlaczego ciągle czułam, że coś jest z nim nie tak. Brakowało zgrabnej puenty! Ba! Dotarło do mnie, że ona już jest gotowa w mojej głowie! Szybko dopisałam ostatni akapit, dla pewności przeczytałam jeszcze raz całość, a teraz ze spokojnym sumieniem mogę oddać to prosto w Wasze ręce kolejną przygodę mojego ulubionego Anioła Porządkowego.

Od Autorki

Wszedł powoli do wielkiego holu wypełnionego sterylnością. Każdy jego krok zagłuszał świętą ciszę, każdy oddech był skalaniem doskonałej bieli, a szyderczy uśmiech świętokradztwem. I zdawać by się mogło, że nie pasuje do Nieba bardziej niż sam diabeł. I pomyśleć by można, że to nie jego miejsce. I w tym całym zamieszaniu, jakie wywołał jednym spojrzeniem, można by dojść do wniosku, że ktoś taki nie powinien mieć tu wstępu. Można by, lecz…

W wielkim holu Pierwszego Poziomu Nieba panował wyjątkowy chaos. Przy biurku Anioła Porządkowego ustawiła się już długa kolejka, a każda nowa Ludzka Dusza stająca się szybko jej elementem uważała się za ważniejszą od pozostałych i domagała natychmiastowego przyjęcia. Wszyscy mieszkańcy Nieba byli już zmęczeni ciągłymi wrzaskami, awanturami, przepychankami. 

– No tylko, że ja naprawdę potrzebuję zmiany tego zapisu. – Tłumaczył coraz bardziej nerwowo młody Anioł o zielonych oczach Aniołowi Porządkowemu. – Bez tego będzie jeszcze gorzej niż jest teraz.

– Nie mogę ci po prostu tego skreślić i poprawić! – odkrzyknął ten drugi starając się przebić przez coraz głośniejsze narzekania ludzi w kolejce. – Musisz napisać podanie!

– Nie ma na to czasu! To trzeba załatwić natychmiast, inaczej ta kolejka sięgnie samej granicy Nieba.

– Szybciej tam! – wrzasnął nagle jakiś mężczyzna ze złamanym karkiem. – To ma być wieczny odpoczynek?! Pieprzę taki odpoczynek!

– To Niebo! Chociaż się ze słownictwem hamuj! – odkrzyknął Anioł Porządkowy po czym ciszej już dodał – Ty chuju.

– Się będę hamował, jak wy się pośpieszycie! Ja nie żyję!

Mężczyzna ze złamanym karkiem nie miał zamiaru ustąpić. Do wymiany zdań włączyła się kobieta z raną postrzałową w klatce piersiowej. 

– Inni też tu są zmarli i co? Pan chociaż nie cierpiał, a mnie jeszcze próbowali ratować! Ja powinnam być pierwsza!

– Jeśli takimi kategoriami to rozpatrujemy, to ja mam pierwszeństwo – wychrypiała zwęglona ofiara pożaru, ale stara kobieta po zawale natychmiast oznajmiła:

– Ja tu stoję dłużej i nie ustąpię. Mam swoje lata i coś mi się od życia należy.

– Ty już, stara idiotko, nie żyjesz. Chuj ci się należy. – Znów zabrał głos mężczyzna ze złamanym karkiem. 

– Ja sobie wypraszam! – Obruszyła się staruszka.

– Siebie wyproś to szybciej pójdzie. – Wściekała się zastrzelona.

– Zamknąć mordy bo własnych myśli nie słyszę!

Nerwy wreszcie puściły Aniołowi Porządkowemu. Cała kolejka zamarła na chwilę słysząc jego pełen nieskrywanej furii wrzask. Wytrzeszczone oczy spoglądały na odzianą w biel postać z niepomiernym zdziwieniem, jakby pierwszy raz umarli i stanęli w kolejce w Niebie… Niemniej jednak stan ten nie trwał zbyt długo. Po jakiś trzydziestu sekundach ciszy awantura rozgorzała na nowo, tym razem ze zdwojoną siłą. Siedzący za biurkiem Anioł Porządkowy poczuł, jak wszystko zaczyna się w nim gotować, ale nim zdołał w jakikolwiek sposób to po sobie okazać, usłyszał koło ucha wrzask błagającego go dalej o pomoc młodego Anioła. 

– Trzeba zmienić zapis w Księdze Losu!

– Ja nie mogę! – odwrzeszczał Porządkowy starając się oddychać głęboko i panować nad sobą.

– A kto może!? – Młody Anioł nie dawał za wygraną, ale jego pytanie i tak ledwie dało radę się przebić przez tubalny głos mężczyzny ze skręconym karkiem. 

– Spieprzaj mi z tej kolejki!

– To skomplikowany rytuał! – Próbował tłumaczyć Porządkowy. – Trzeba podania!

– OJCZE NASZ KTÓRY JESTEŚ W NIEBIE! – Staruszka biła wszystkich na około różańcem wrzeszcząc ile sił w płucach słowa modlitwy. Widząc to Porządkowy złapał się za głowę czując, jak migrena zaraz rozerwie mu czaszkę.

– Zwariuję dzisiaj – szepnął do siebie i choć bardzo się starał, poczuł, jak zaczynają puszczać mu wszelkie hamulce. Niczego nieświadomy mężczyzna ze złamanym karkiem utorował sobie drogę do białego biurka krzycząc jednocześnie:

– Załatw mnie wreszcie ty biały skurwysynie!

Nastała idealna cisza.

Coś się zmieniło w powietrzu, jakaś niema groźba zacisnęła swe szpony na krtaniach wszystkich zebranych na Pierwszym Poziomie Nieba. Oto nastała cisza, święty spokój w chaosie dezorganizacji. Naraz końca dobiegła cała wrzawa i bynajmniej nie dlatego, że tego chciał pracujący tam Anioł.  

Podkute metalem buty stukały równomiernie o sterylne kafle, skórzany płaszcz nieprzyjemnie zgrzytał przy każdym kroku, a odór śmierci paraliżował umysły obserwatorów. Tajemnicza, skrywająca pod głębokim kapturem twarz postać stanęła przed kolejką prowadzącą do Anioła Porządkowego, a ludzie natychmiast się rozsunęli umożliwiając jej swobodne przejście. 

– Boże, jak dobrze – westchnął Porządkowy uśmiechając się blado do nowo przybyłej postaci

Niestety jego słowa zerwały magiczne zaklęcie ciszy, jakie spowiło Ludzkie Dusze stojące w kolejce.

– Co tu się dzieje? – spytała zastrzelona kobieta.

– Kto to ma być? – Niepewnie odezwał się mężczyzna ze złamanym karkiem.

– A co on się tak pcha bez kolejki?! – wrzasnęła babcia biorąc zamach różańcem, gdy nagle nić pękła, a czerwone koraliki rozsypały się po podłodze. Młody Anioł przyglądał się im, jak spadają na ziemię i toczą się we wszystkich kierunkach, a potem przeszedł w stan zawieszenia umysłowego. 

– Boooo… Ja właściwie tak… to po zmianę Księgi Losu… – Zaczął bełkotać niewyraźnie.

– Diabeł – szepnęła babcia spoglądając na to, co zostało w jej ręku. – Jezus Maria! To Diabeł!

To jedno stwierdzenie wywołało falę czystej histerii, która niczym zaraza, rozprzestrzeniała się z jednej Ludzkiej Duszy na drugą w takim tempie, że po niespełna minucie, cały hol wypełniały dzikie wrzaski paniki.

– Diabeł w Niebie! 

– OJCZE NASZ…

– Mario mniej nas w opiece!

W pewnym momencie wszystkie te przesycone strachem głosy zlały się w jeden, dudniący, ogłuszający nakaz skandowany przez setki dusz jednocześnie.

– PRECZ SZATANIE!  

– Nie myślałeś, żeby ich uciszyć? – Postać spytała spokojnie pozdrawiając jednocześnie gestem dłoni Anioła Porządkowego.

Choć mówiła cicho, jej głos słyszeli wyraźnie wszyscy. Melodyjny, piękny, czysty. Zachwycający. 

– O! Nie pomyślałem o tym! Dziękuję za podpowiedź. Zaraz ich o to grzecznie poproszę, a oni na pewno pokornie umilkną. Wszyscy naraz. Zupełnie zapomniałem, że to, kurwa, jest takie proste. Raz i dwa i już! A ja głupi się męczę z bólem głowy, jak wystarczy ładnie kazać tym ciulom coś zrobić i będzie to zrobione! – wysyczał wściekle Anioł Porządkowy masując delikatnie swoje skronie. – Jestem tego zupełnie pewien. A ten wybuch teraz to też jakieś nieporozumienie. Przecież wcale, kurwa, nie budzisz niepokoju tym swoim sztywnym od krwi płaszczem.

– To szatan! – Ludzkie Dusze dalej nie ustępowały w swoich krzykach.

– Tak, to właśnie jest kwintesencja bycia człowiekiem – postać oznajmiła chłodno spoglądając na skandujący tłum. – Idiota w nieforemnym ciele, bezmyślny błazen Losu. Za życia gnijące ścierwo.

– Al… to nie najlepszy moment… –  Anioł Porządkowy umilkł nagle, pomyślał przez chwilę, po czym uśmiechnął się pod nosem i rzucił obojętnie. – Właściwie nie. To świetny moment. Rób, co tam masz do zrobienia.

– Szanowny Aniele Porządkowy nie wydaje mi się, aby… – Zaczął młody Anioł, który miał już trochę z zakapturzoną postacią do czynienia wcześniej, lecz umilkł nagle widząc obłęd ogarniający wszystkie Ludzkie Dusze w pomieszczeniu.

Westchnął ciężko i zaczął oglądać swoje paznokcie, jakby nagle stały się najciekawszymi obiektami w całym Niebie.

– Kim on jest? – spytał niegrzecznie mężczyzna ze skręconym karkiem pokazując przybysza palcem.

Odpowiedział mu ze wzruszeniem ramion dziwnie spokojny Anioł Porządkowy:

– Boży Intelekt we własnej osobie.

– Szatan! – Babcia rzuciła torebką, która zawisła w powietrzu. – A nie mówiłam?!

Po tych słowach torebka znokautowała babcie uderzając ją prosto w twarz. W pomieszczeniu ponownie zapanowała cisza. 

– Jeśli jeszcze któreś z was się odezwie bez pozwolenia, to wyrwę jej język. – Boży Intelekt oznajmiła obojętnie wyjmując z kieszeni płaszcza papierosa i wkładając go nieśpiesznie do ust. – Zrozumieliśmy się?

– Czemu jej? – spytała niepewnie zastrzelona kobieta.

– A czemu nie? – Padła obojętna odpowiedź. – Jak to nie pomoże, to ciebie mogę pozbawić oczu.

– Co cię do mnie sprowadza? – Anioł Porządkowy bez większego problemu zignorował wcześniejsze groźby. W końcu nie dotyczyły go bezpośrednio. – Bo nie wiem, czy zauważyłaś, że  jestem teraz trochę zajęty. 

– Przyniosłam podanie o urlop.

Wspomniane podanie zostało z namaszczeniem położone na blat biurka tuż przed Aniołem Porządkowym, który spoglądał na nie z powątpiewaniem. 

– Powód?

– Robię grilla. 

Chłodny ton, jakim wypowiedziała te słowa, zmroził wszystkich dookoła, poza Porządkowym, który obojętnie zaczął wodzić wzrokiem po blankiecie sprawdzając, czy został prawidłowo spisany. 

– To chyba nie jest powód, jaki wpisałaś do formularza… Nie, jednak jest. Dlaczego nałogowy kłamca akurat w takich sytuacjach musi być szczery?

– Bo na tym polega dowcip. A teraz się zaśmiej, bo jeśli się nie zaśmiejesz, to nikt nie zrozumie, że żartowałam.

Kobieta ponownie wsunęła do ust wcześniej wyjętego papierosa i odpaliła go materializując niewielki płomień między swoim palcem wskazującym, a kciukiem. Gryzący dym wypełnił sterylne pomieszczenie. Zapadła cisza, która była nie tyle nawet krępująca, ile na swój sposób złowieszcza. Atmosfera zaczęła stawać się nie do wytrzymania, gdy nagle po holu rozszedł się  nerwowy śmiech młodego Anioła.

– Haha. 

– Nie dawaj jej satysfakcji z siania terroru. – Upomniał go Porządkowy. – Z nią trzeba krótko. – Dodał podpisując zgodę na urlop.

Widząc to Boży Intelekt uniosła wysoko prawą brew, ale nie skomentowała całej sytuacji ani słowem. Zamiast tego zwrócił się do młodego Anioła z pytaniem:

– A ty tu w jakiej sprawie?

Słysząc to, Anioł aż podskoczył. Głos kobiety wyrwał go z zamyślenia akurat w momencie, kiedy zastanawiał się właśnie, czy trzymanie Bożego Intelektu krótko znaczyło tyle samo, co spełnianie jej zachcianek w jak najkrótszym czasie. Przez moment nie wiedział, co właściwie powinien odpowiedzieć, ale w końcu wydusił z siebie niepewnie:

– Potrzebuję zmiany w jednym z zapisów w Księdze Losu. 

– Już ci tłumaczyłem, że to złożony proces pełen skomplikowanych rytuałów, który stanowi ostateczność. Mogą tego dokonać tylko najwyżsi rangą w Niebie – westchnął Porządkowy, po czym spojrzał na Al i dodał. – Tacy, jak ona. Ona może to zrobić.

– Nie mogę. – Al wzruszyła ramionami paląc spokojnie papierosa.

– Czemu niby? – Zdziwił się Porządkowy.

– Bo to złożony proces pełen skomplikowanych rytuałów, który stanowi ostateczność i mogą tego dokonać tylko najwyżsi rangą w Niebie.

Sztuczny uśmiech zagościł na twarzy Bożego Intelektu na kilka sekund, po czym odszedł do lepszej krainy na wieczny spoczynek. Dokładnie w tym momencie do holu wszedł kolejny Anioł o młodej twarzy i pełnym wiary spojrzeniu mówiąc:

– Boży Intelekcie, jeśli tego nie zmienisz, to ta kolejka wydłuży się tak bardzo, że zostanie zaklasyfikowana, jako przypadek beznadziejny i powierzona tobie. Wiesz, co to będzie oznaczało dla twojego urlopu, prawda? 

– Nalinie… – Kobieta odwróciła się w stronę nowo przybyłego. – Gdy się pierwszy raz spotkaliśmy, byłeś czysty jak łza, niedoświadczony, jak dziecko ufny. Wiele przeszedłeś i wiele się w tobie zmieniło. Teraz stoi oto przede mną pełen powagi i mądrości Anioł, który jest wzorem dla innych. Gratuluję.

– Naprawdę? – policzki Anioła lekko się zarumieniły, a jego wrodzona skromność kazała mu spuścić wzrok.

– Nie – odpowiedziała Boży Intelekt obojętnie, po czym zaciągnęła się papierosem i od niechcenia dodała – Dalej jesteś naiwnym idiotą, ale widać Pan Bóg lubi cię właśnie takiego, więc to nie twoja wina. Tym razem przynajmniej dobrze wyrecytowałeś to, co kazał ci przekazać Boża Miłość. Prawie uwierzyłam, że sam na to wpadłeś. 

– Nic się nie zmieniłaś. – Zawstydzony Nalin pokiwał z rezygnacją głową. – Nic a nic. Dlatego Boża Miłość kazała ci przekazać, żebyś poprawiła ten zapis.

Słysząc to kobieta uśmiechnęła się szeroko.  

– Doprawdy… – szepnęła, po czym przymknęła na chwilę oczy, a gdy je otworzyła, oznajmiła tylko – Już. 

– Już? – Zdziwił się młody Anioł. – A rytuały?

– Idź wianki pleść Aniele, a rytuały zostaw tym, którzy mają na nie czas. 

Boży Intelekt odwróciła się na pięcie po czym opuściła pomieszczenie popieląc w dłoni niedopałka i pozostawiając po sobie zapach tytoniu, oraz krwi zmieszany z ciężką wonią kadzidła. Gdy tylko jej kroki ucichły, awantura w Niebie rozgorzała na nowo. 

– Oto Boży Intelekt – szepnął cicho Nalin. – Prawa Ręka Boga, Ta, która może wszystko.

– Szczęśliwie dla nas jest zbyt leniwa, żeby to wszystko mogło nam zaszkodzić. No i na waszym miejscu sprawdziłbym ten wpis – powiedział dziwnie zamyślonym głosem Porządkowy sięgając po akta kolejnej Ludzkiej Duszy.

– Dlaczego? – spytał trzeci z Aniołów.

– Zobaczysz. – Usłyszał enigmatyczną odpowiedź. – A teraz zmiataj stąd, bo mam robotę do wykonania.

Młody Anioł odszedł więc nie prosząc o dalsze wyjaśnienia. 

Boża Miłość podpisał kolejny dokument, po czym odłożył go na odpowiedni stos spraw załatwionych. Ktoś cicho zapukał do drzwi. 

– Tak? – spytał Anioł dając tym samym pozwolenie na wejście.

Klamka opadła, a zamek ustąpił wpuszczając do środka Wiekuistą Nadzieję. 

– Chodzi o Księgę Losu – powiedział potężny Anioł nie kryjąc zakłopotania.

– Al zmieniła zapis?

– Tak, ale… – Umilkł nic więcej nie dodając.

Zamiast tłumaczyć postanowił po prostu pokazać, na czym dokładnie polega problem. Zamknął oczy i telepatycznie przesłał Bożej Miłości obraz jednej ze stron Księgi Losu. Tej strony, na której dokonano korekty wpisu i która po naniesionych zmianach wcale nie wyglądała na rozwiązanie jakiegokolwiek problemu Nieba. 

– Och – szepnął Boża Miłość.

– Mieliśmy zapobiec wystąpieniu okresu przemian w trzech wymiarach jednocześnie, a teraz mamy pewny okres przemian w ośmiu innych. Wiesz, co to oznacza dla Nieba? Tak gwałtowny napływ dusz w jednym czasie doprowadzi do całkowitego zablokowania…

– Myślałem, że będzie gorzej. Zgrabnie to załatwiła. – Boża Miłość sięgnął po kartkę papieru, po czym szybko skreślił na niej kilka słów.

– Co chcesz przez to powiedzieć? Co niby zgrabnie załatwiła, jeśli tylko pogorszyła sprawę i teraz…

– Dzięki naniesionym zmianom unikniemy osłabienia pola ochronnego w czwórce i zablokowania całkowitego piątki. Siódemka i ósemka mogą teraz być spokojnie odciążone bez obaw, że bariery czasoprzestrzenne puszczą. Właściwie zyskaliśmy cały cykl na naprawę systemu barier w pięciu różnych kompleksach wymiarowych.

Wiekuista Nadzieja przez chwilę po prostu wpatrywał się w Bożą Miłość szeroko otwartymi oczami próbując zrozumieć, co właśnie usłyszał. Gdy wreszcie sens całej wypowiedzi dotarł do niego, Anioł westchnął ciężko dając za wygraną. 

– Od początku o to chodziło?

– Oczywiście.

– A co zrobisz z nakładającymi się okresami przemian?

– Ja? – Zdziwił się Boża Miłość.

– No a kto? Ty przewodzisz Radzie Anielskiej.

– Och, ale mnie wtedy nie będzie. Mam urlop. – Boża Miłość uśmiechnął się czarująco.

– Jaki urlop?! – Wiekuista Nadzieja wpadł w prawdziwą panikę. – Nie zostawisz nas chyba z tym wszystkim samych?! Przecież chaos…

– Dacie sobie radę. Wierzę w was. To tylko jeden dzień. – Zapewnił Miłość sięgając po kolejny dokument ze stosu spraw czekających dopiero na załatwienie.

– Ale… ale… Co niby może być aż tak ważne, żebyś nagle musiał…

– Idę na grilla.

Wiekuista Nadzieja zaniemówił słysząc taką odpowiedź. Boża Miłość wykorzystał ten moment i szybko wstał zza biurka, po czym delikatnie wyprowadził drugiego Anioła z gabinetu i zamknął za nim cicho drzwi. 

Koszalin 2010

Ilustracja: Maya Szymańska