Zakłady

To był piękny słoneczny dzień, słońce leniwie ogrzewało swoimi promieniami tętniącą życiem ziemię, a lekki wietrzyk powiewał znad odległego o kilka kilometrów morza. Anioł Porządkowy Pierwszego Poziomu Nieba rozejrzał się dookoła ciesząc wzrok soczystą zielenią tak wspaniale wyglądającą na tle czystego, błękitnego nieba. To było cudowne miejsce, niemal dziewicze, latami kształtowane przez siły natury, wypełniane wciąż ewoluującą florą i fauną. Zachwyciła go prostota krajobrazu, na który składały się niewielkie pagórki porośnięte trawą. Jego uszy wypełniała błoga cisza od czasu do czasu zastępowana muzyką cykad. Anioł nie wiedział nawet kiedy, na jego ustach zagościł szeroki uśmiech, a napięcie kumulujące się w jego ciele przez ostatnie tygodnie pracy zaczęło ustępować głębokiemu relaksowi. Nagle wypełniła go nieodparta potrzeba wręcz zachłyśnięcia się tym świeżym powietrzem, wypełnienia płuc zapachem rozgrzanej gorącym słońcem łąki. Nie zamierzał wcale z nią walczyć. Wziął głęboki oddech i…

— Dobry Boże! — krzyknął czując potworny odór.

Do tej pory ten przykry zapach nie docierał do jego nosa, bo wiejący mu w twarz wiatr skutecznie go przed nim chronił, ale teraz powietrze zamarło, a smród uderzył z całą swoją zajadłością. Anioł skrzywił się walcząc z narastającą potrzebą opuszczenia tego miejsca, ale miał tu coś do załatwienia i była to pilna sprawa. Tylko świadomość tego faktu zmusiła go do odwrócenia się na pięcie, a potem skierowania swoich kroków na jedno z pobliskich wzgórz, choć wcale nie był pewien, czy ma ochotę zobaczyć, co się za nim kryje.

Szedł szybko, a im wyżej się znajdował, im bliżej był niewielkiej doliny, tym zapach stawał się coraz trudniejszy do zniesienia. Nie zatrzymywał się jednak, brnął przed siebie domyślając się, co lada moment zobaczy. Nie pomylił się ani odrobinę. Dolina wypełniona była rozczłonkowanymi ciałami żołnierzy tonącymi we krwi mieszającej się z odchodami. Wysoka temperatura tylko przyśpieszyła proces rozkładu i choć od rzezi nie minęło zbyt wiele czasu, nad poległymi już krążyły czarne chmury much składających swoje jaja, gdzie tylko było to możliwe. Widząc to Anioł szepnął cicho do samego siebie:

— Błagam cię Boże, nie każ mi tam schodzić, żeby znaleźć tego skurwysyna.

— Jestem jeszcze w pracy Aniele, więc jeśli chcesz mnie obrazić, uwzględnij moją płeć przy odmianie. — powiedziała siedząca nieopodal kobieta.

Anioł odwrócił powoli głowę w stronę swojej rozmówczyni. Jak to możliwe, że jej wcześniej nie zauważył? Siedziała na trawie z lewą nogą prostą, a prawą podkuloną tak, by mogła wygodnie oprzeć na kolanie łokieć. W lewej ręce trzymała wypalonego w połowie papierosa. Jej ubranie było sztywne od zaschniętej krwi, grube podeszwy ciężkich butów oblepione były błotem i fragmentami ciał tych, którzy leżeli teraz bez życia gnijąc w ten piękny dzień. Na ustach błąkał się cień uśmiechu, ale oczy koloru stali pozostały obojętne.

— Mogę coś dla ciebie zrobić? — spytała zaciągając się papierosem. — Nie mam zbyt wiele czasu. Lada moment rozpocznie się kolejna wojna, na której wskazane jest, bym się pojawiła.

— Mam do ciebie prośbę…

— Tego domyśliłam się sama.

Kobieta dopaliła papierosa, po czym wstała z ziemi i zaczęła przyglądać się stercie ciał. Przez chwilę coś analizowała w myślach, zdawała się coś skrupulatnie obliczać, po czym zaczęła się powoli cofać dając jednocześnie znać, by Anioł podążył za nią. Gdy uznała już, że odeszli wystarczająco daleko, przykucnęła na prawym kolanie i położyła brudne dłonie na ziemi. Strumień energii wypłynął z jej ciała, a potem wszystko zaczęło się trząść. Nagle wzgórze, na którym stali, wypiętrzyło się, przesunęło niczym morska fala przykrywając całkowicie miejsce masakry. Wszystko to trwało tylko chwilę, ale ta chwila wywarła na Aniele wystarczające wrażenie, by wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów.

— Pewnie tylko się niepotrzebnie zdenerwuję, ale powiedz mi proszę, co tu robiłaś? — spytał odpalając papierosa.

—Rada Starszych Pierwszego Poziomu otrzymała raport o toczącej się tu wojnie między plemieniem Zielonoskórych, a ludźmi. Oczywiście słowa „wojna” użyli oni, ja bym nazwała to eksterminacją. Ludzie ubzdurali sobie, że skoro jest ich więcej, a Zielonoskórzy nie chcą walczyć, można ich złożyć w ofierze ich wydumanemu bogu płodności. Tak zaczęły się wielkie łowy. Nie byłoby problemu, gdyby niedoszłe ofiary postanowiły się nie bronić. Niestety chwyciły za broń. Rada uznała, że skoro klasyfikuje się ich, jako „dogasający gatunek” i wymrą w ciągu kilku najbliższych pokoleń, to można ich wyeliminować od razu. Stwierdzili, że to dla dobra tego świata. Dla dobra tego świata zabiłam i Zielonoskórych i ludzi.

— Czasem sobie myślę, że dla dobra Nieba przydałoby się wyeliminować Radę.

— Oni nie widzą w tych decyzjach niczego złego. Przecież zabici trafiają do Nieba, tam są oczyszczani i ponownie wysyłani do życia w innym świecie. Oni nie widzą krwi, oni widzą nową drogę.

— Oni wielu rzeczy nie widzą, jak się tak nad tym głębiej zastanowić. — westchnął Anioł patrząc na stojącą obok niego kobietę, która nie wiedzieć nawet kiedy, pozbyła się z siebie i swoich ubrań całego brudu. — A co z tym bogiem płodności?

— Sprawdziłam cały wymiar, ale nie znalazłam nikogo, kto czerpałby energię z tego kultu. Przezornie sprawdziłam też, czy nie ma jakiś przebić i ktoś z innego wymiaru nie mami tych idiotów, ale nie doszukałam się niczego niepokojącego. Kretyni wierzyli w absolutnie nic.

— A Zielonoskórzy?

— Mieli swoją Boginię. Nazywali ją Boginią Świętego Tchnienia. Czuwała nad nimi przez cały czas, więc nie musiałam jej nawet szukać. Była jedną z pierwszych istot z ich rasy, pod koniec życia osiągnęła stan oświecenia, ale odmówiła powrotu do Nieba poświęcając się dla swojego ludu. Odesłałam ją do Nieba, gdy tylko skończyłam swoją robotę.

Kobieta umilkła na chwilę spoglądając na Anioła Porządkowego. Na jej ustach pojawił się cień uśmiechu, a prawa brew uniosła się nieznacznie. Gdy ponownie zaczęła mówić, nie kryła wcale jawnej drwiny w swoim głosie.

— Nie dla tej rozmowy chyba opuściłeś Niebo, prawda? Przyznaj się, że nie wiesz od czego zacząć, bo to, o co chcesz mnie prosić, jest albo tak idiotyczne, że nie przystoi zacnemu Aniołowi, albo tak czasochłonne, że ci wypruję flaki, jak o tym usłyszę.

Słysząc słowa kobiety, Anioł machnął zniecierpliwiony ręką i zaczął tłumaczyć:

— Rozmawiałem ostatnio z Bożą Miłością o tym młodym Aniele z Pierwszego Poziomu, którego chce wynieść od razu na Najwyższy Poziom i uznać oficjalnie za swojego pierwszego ucznia. Powiedziałem mu, że jak dla mnie chłopak nie jest na to jeszcze gotowy. Moim zdaniem narobi mu więcej złego tym wyniesieniem…

Kobieta słuchając uważnie słów Anioła uniosła nagle dłoń, dając mu znać, by na chwilę umilkł. Tuż przed nimi otworzył się portal prowadzący do kolejnego świata. Gestem nakazała swojemu rozmówcy wejście do niego, a jej oczy mówiły wyraźnie, że jeśli chce kontynuować, musi jej towarzyszyć. Anioł kiwnął tylko głową pokazując, że zrozumiał, po czym wszedł do odwiecznej próżni kontynuując.

— Wiem, że Boża Miłość chce dobrze, ale czasem nie potrafi racjonalnie ocenić sytuacji. Dzieciak jest tak naiwny, że aż się prosi, by mu coś zrobić.

Opuścili portal w środku obozu. Tuż przed nimi dwójka żołnierzy oddała honory kobiecie po czym rozchyliła poły wielkiego namiotu na środku którego znajdował się stół zasłany mapami terenu. Znajdujący się w jego wnętrzu pokłonili się nisko widząc, kto do nich dołączył, a potem w milczeniu czekali na rozkazy. Anioł powitał wszystkich nieznacznym skinieniem głowy, po czym kontynuował niezrażony zmianą scenerii.

— Jest zachwycony czystością Nalina, ale nie widzi tego, że dzieciak jest magnesem na gówno. Przyciąga same kłopoty tą swoją wrodzoną głupotą.

Kobieta pochyliła się nad mapą i przyjrzała dokładnie rozstawieniu figurek symbolizujących siły wroga. Po chwili zaczęła je przestawiać tak, by odpowiadały faktycznemu stanowi rzeczy.  Stojący dookoła stołu w skupieniu śledzili wszystkie nanoszone poprawki po cichu wymieniając się uwagami na temat konieczności zmiany opracowanej taktyki. Anioł przyglądał się temu w ciszy, aż wreszcie nie wytrzymał.

— Jakbym miał tu swój stempel, tu już bym ci nim przypieprzył. Czy ty mnie w ogóle słuchasz?

Słysząc to reszta zgromadzonych w namiocie zamarła z lękiem spoglądając na kobietę, jakby spodziewali się, że te śmiałe słowa sprowadzą na nich wszystkich śmierć. Zamiast tego jednak doczekali się zupełnie obojętnej odpowiedzi.

— Tak Aniele, tylko nie wiem, co to ma wspólnego ze mną.

— Założyłem się z nim, że jak zostawi dzieciaka na jeden dzień bez opieki jego dotychczasowego nauczyciela, to smarkacz wpakuje się w jakieś kłopoty. Problem polega na tym, że ten idiota cały dzień wałęsa się po sadzie i wkurza wszystkich swoja wszechogarniającą miłością.

Dłoń Anioła zacisnęła się na butelce jakiegoś alkoholu stojącego na skraju stołu. Co prawda nie leżała ona w niej tak dobrze, jak jego ukochany stempel, ale w zaistniałej sytuacji nie mógł liczyć na nic lepszego. Niestety stojący nieopodal mężczyzna w znoszonym mundurze obwieszonym dziesiątkami odznaczeń, zrozumiał opacznie gest chwycenia butelki i natychmiast podsunął Aniołowi metalowy kielich, by ten mógł się z niego napić.

— Ponawiam pytanie, co to ma wspólnego ze mną? — mówiąc to kobieta wyciągnęła dłonie zabierając Aniołowi i kielich i butelkę, a następnie przekazała je innemu stojącemu obok mężczyźnie. Lekkim potrząśnięciem głowy dała reszcie do zrozumienia, że mają Aniołowi nie dawać nic więcej do ręki.  

— Zrób z tym coś! — krzyknął Anioł czując się bez butelki szalenie bezsilnym.

— Nie — odpowiedziała kobieta otwierając mu portal prowadzący prosto do Pierwszego Poziomu Nieba. — Mam co robić idioto, a poza tym to twój zakład.

Po tych słowach wepchnęła Anioła do portalu i ponownie nachyliła się nad stołem.

— Panowie, macie poważny problem. Te skurwysyny właśnie dostały posiłki ze swojej stolicy. Mają teraz dwudziestokrotną przewagę liczebną, co w połączeniu z faktem, że zdrajcy wytruli wam wczoraj wszystkie konie, a Rada Starszych was nie lubi, sprawia, że to starcie jest niemożliwe do wygrania.

— Boży Intelekcie… — Zaczął mówić mężczyzna z licznymi odznaczeniami, ale kobieta nie dała mu dokończyć mówiąc:

— Rada nie lubi was, ale jest daleko. Ja nie lubię ludzi i jestem blisko. Wycofajcie swoje wojska. Będą dziś walczyć z moimi siepaczami.

Anioł Porządkowy opuścił portal tuż za swoim biurkiem w holu Pierwszego Poziomu Nieba akurat w momencie, gdy otworzyły się drzwi prowadzące do Sali Obrad, przez które wyszedł jeden z członków Rady Starszych. Mężczyzna nie krył nawet w najmniejszym stopniu swojego oburzenia i zamaszystym krokiem podszedł do Anioła Porządkowego krzycząc jednocześnie:

— Gdzie ty byłeś przez tyle czasu? Wzywamy cię od ponad kwadransa, a ciebie nigdzie nie ma!

— Byłem na papierosie. — odpowiedział spokojnie Anioł w skupieniu szukając czegoś na białym blacie. Słysząc to mężczyzna wściekł się jeszcze bardziej i zaczął krzyczeć tak głośno, jak tylko mógł.

— Jesteś Aniołem Porządkowym! Twoim obowiązkiem jest…

— No co jest moim obowiązkiem? — spytał cicho Anioł z namaszczeniem unosząc swój stempel spod sterty papierów. Coś w jego głosie sprawiło, że członek Rady natychmiast się opamiętał i umilkł. — Olśnij mnie, bo chyba jestem za głupi, by zrozumieć, co jest tu moim obowiązkiem. Tylko uważaj na słowa. Cholernie ostatnio łatwo mnie wyprowadzić z równowagi kretynie.

W momencie, gdy Anioł Porządkowy terroryzował swojego rozmówcę rozważając poważnie możliwość dosłownego wbicia mężczyźnie pewnych kwestii do głowy przy pomocy jednego ze swoich narzędzi pracy, młody Anioł imieniem Nalin właśnie przysiadł na skraju Nieba zastanawiając się, gdzie też podział się jego nauczyciel. Od rana nie mógł go nigdzie znaleźć, a przeszedł już cały Pierwszy Poziom wzdłuż i wszerz. Próbował nawet zapytać o to Anioła Porządkowego, ale ten tylko spojrzał na niego tak dziwnie się uśmiechając, że Nalinowi aż ciarki przeszły po plecach. Młody Anioł natychmiast uciekł z wielkiego holu modląc się w duchu, by to jedno niewinne pytanie zostało mu szybko wybaczone.

Kiedy tak analizował, albo raczej próbował na swój pocieszny sposób przeanalizować w myślach, wszystkie możliwości znalezienia jego nauczyciela, kątem oka dostrzegł dziwną postać stojącą tuż przy granicy Nieba. Zielone oczy natychmiast skupiły się na owym nieznajomym. Dlaczego tak stał? Powinien wejść do Nieba. Może nie wie, że ma takie prawo? Może czuje się zagubiony i nie zdaje sobie sprawy, że umarł, ani co teraz ma zrobić? Nie zastanawiając się długo, Nalin zerwał się na równe nogi, po czym pobiegł w stronę nieznajomego z szerokim uśmiechem na ustach.

— Przepraszam! — krzyknął machając w stronę niewysokiego, drobnego mężczyzny o srebrnych włosach. — Dlaczego pan tu tak stoi? Czemu pan nie wejdzie do nas?

Nalin podbiegł po chwili do granicy i przyjrzał się uważnie temu, komu postanowił pomóc. Osoba stojąca naprzeciwko młodego Anioła miała gładką, symetryczną twarz bez najmniejszego śladu zarostu. Niebieskie oczy przypominały dwa jeziora o zimnej, czystej wodzie, na dnie których kryło się coś dla Nalina nieokreślonego. Srebrne, proste włosy wydawały się dość sztywne, ale sposób w jakie odbijały światło sprawiał, że dookoła głowy pojawiała się delikatna, jasna poświata dodająca mężczyźnie wyjątkowego uroku.

— Nie sądziłem, że wolno mi tu wchodzić. — powiedział mężczyzna z ciepłym uśmiechem na wąskich ustach. Jego głos wydawał się przyjazny i pełen cierpliwości. Od razu wzbudzał sympatię w młodym Aniele.

— W Niebie jest miejsce dla wszystkich. Niezależnie od tego, co zrobiłeś, jak żyłeś, dlaczego tu jesteś, my zawsze przyjmiemy cię do siebie. Na tym polega Niebo właśnie.

— Niebo? — powiedział mężczyzna chcąc posmakować tego słowa. Na chwilę zamyślił się, jakby próbował sobie coś przypomnieć, po czym szepnął do siebie. — Ale ja nie mogę tak po prostu wejść do Nieba…. prawda?

— Oczywiście, że możesz! — Nalin uśmiechnął się najszerzej, jak tylko potrafił wyciągając jednocześnie swoją drobną dłoń w stronę nieznajomego. — Każdy może. Zapraszam!

Mężczyzna przez moment spoglądał na dłoń Anioła niepewnie, jakby obawiał się, że to wszystko to tylko jakiś żart. Wreszcie powoli, ostrożnie chwycił tą dłoń i postąpił krok do przodu przekraczając granicę Nieba. Przez kilka sekund stał w skupieniu, jakby czekał na karę za wejście do świętego miejsca, ale gdy nic takiego się nie stało, z promiennym uśmiechem powiedział:

— Zaprosiłeś mnie do Nieba. Nie sądziłem, że ktoś to dla mnie zrobi.

Nalin szedł krok przed nieznajomym prowadząc go do Anioła Porządkowego. Jego serce przepełniała radość tak wielka, że zdawał się unosić nad ziemią. Kto by pomyślał, że uda mu się uratować jedną z zagubionych na granicy dusz i pomóc jej w odnalezieniu drogi do domu? W dodatku zrobił to w swoim czasie wolnym, bez przygotowania do oficjalnej misji, tak po prostu z dobroci serca. Rozpierała go duma, gdy wyobrażał sobie minę swojego nauczyciela, gdy tylko ten się o tym dowie. O tak, będzie szczęśliwy, jak jeszcze nigdy. Jak tylko go znajdzie, wszystko mu opowie. Albo nie! Bo to będzie nieskromne z jego strony. Zaczeka, aż nauczyciel dowie się od kogoś innego i dopiero wtedy wszystko mu wyjaśni. Tak, tak będzie najlepiej.

Nalin szedł przed siebie pogrążony w swoich pełnych radości wizjach nie zwracając zupełnie uwagi na otoczenie. Gdyby tylko na chwilę skupił się na tym, co znajdowało się dookoła niego, wyczułby subtelną zmianę atmosfery, przekształcenie pola energii otaczającej podążającego za nim mężczyznę. Mógłby też dostrzec miny mijanych pracowników Nieba – pełne lęku i niedowierzania. Być może gdyby tylko zwrócił na to uwagę, obejrzałby się za siebie, by sprawdzić, co tak bardzo ich zaniepokoiło, a wtedy dostrzegłby zmianę, jaka zaszła w nieznajomym. Przekonałby się wtedy, że ten przemiły, sympatyczny mężczyzna zamiast paznokci ma szpony, jego zęby są ostre, jak szpilki, a oczy stały się oczami wygłodniałej bestii. Niestety młody Anioł był zbyt pochłonięty radowaniem się, by skupić swoją uwagę na czymkolwiek innym niż ciepło wypełniające jego serce. Nawet niepokojący cień tuż przed nim, wyglądający jakby czyjaś potężna kończyna unosiła się nad jego głową szykując się do zadania śmiertelnego ciosu, nie dał Aniołowi nic do myślenia. Na ziemię sprowadził go dopiero przeszywający powietrze wrzask Anioła Porządkowego.

— Nalin! Padnij idioto!

Drewniany stempel poszybował z prędkością światła w stronę oniemiałego Nalina. Niestety młody Anioł był tak zdziwiony nagłym krzykiem, że zamiast wykonać polecenie, stanął jak wryty rozglądając się dookoła. Stempel uderzył go w sam środek czoła z siłą wystarczającą, by zwalić go z nóg. Na szczęście nagła utrata równowagi sprawiła, że potężna, zakończona szponami kończyna chybiła. Przerażający stwór zawył z wściekłości i zamachnął się ponownie. Nalin, leżący nieopodal na podłodze, słysząc ogłuszający ryk uniósł lekko głowę spoglądając na to, co brał do tej pory za Ludzką Duszę. Widząc błysk potężnych szponów natychmiast poczuł, jak opuszcza go jakakolwiek świadomość, a przerażony umysł ucieka w błogie omdlenie. Zapadając się w ciemność usłyszał jeszcze przerażony głos Anioła Porządkowego.

— Zostaw go parszywy skurwysynie!

Potem Nalin stracił całkowicie przytomność, więc nie mógł widzieć, jak potężna łapa na chwilę znieruchomiała, a Anioł Porządkowy błyskawicznie przeskoczył swoje białe biurko rozsypując cały stos akt i pędząc ile tylko miał sił w nogach w stronę potwora. Ten widząc nadchodzące niebezpieczeństwo ryknął groźnie szykując się do ataku. Dokładnie w chwili, gdy potwór miał wyskoczyć, tuż przed nim pojawił się szczupły albinos w białym mundurze. Pole otaczającej go energii sprawiło, że ciało zaskoczonej istoty uległo rozszczepieniu. Tkanki zaczęły się rozpadać, skóra pękać, kości łamać, a krew tryskać, jak ze spryskiwacza. Kilka uderzeń serca później, z potwora pozostała krwawa breja na ziemi i nic więcej. Anioł Porządkowy widząc, że zagrożenie zostało wyeliminowane, poczuł, jak kolana uginają się pod nim. Opadł na ziemię biorąc głęboki oddech ulgi.

— Dzięki ci. — powiedział próbując uspokoić walenie serca. — Myślałem, że z dzieciaka nic nie zostanie.

Gdy tylko Anioł Porządkowy skończył mówić, do nieprzytomnego Nalina podbiegła Rada Starszych, trzech zaalarmowanych zawahaniem energii otoczenia strażników i dwóch wezwanych telepatycznie Egzekutorów uzbrojonych w długie noże. Wszyscy musieli przeciskać się przez rosnącą szybko grupkę zaciekawionych Ludzkich Dusz.

—  Co tu się dzieje? — spytał jeden z Członków Rady Starszych.

— Miło, że się zainteresowaliście. — warknął Anioł Porządkowy. — Jak zwykle tylko trochę się spóźniliście. Przedstawienie dobiegło końca, możecie sobie iść.

— Co to niby ma znaczyć? — Oburzyła się inna członkini Rady. — Spieszyliśmy się, jak tylko mogliśmy. Poza tym, kto to coś w ogóle wpuścił do Nieba?

Irytujący ton głosu starszej, surowo wyglądającej kobiety sugerował, że zamierza ona wygłosić długą i nikogo nieinteresującą tyradę na temat zaistniałej sytuacji. Na myśl o tym Anioł Porządkowy poczuł, jak robi mu się niedobrze, ale nim zdążył wygłosić jakąkolwiek złośliwą uwagę, usłyszał głos stojącego nieopodal albinosa.

— Zamknij się. — powiedział chłodno mężczyzna. — Jesteście bandą bezmyślnych kretynów, bezmózgich idiotów paradujących w białych kieckach, którzy nie potrafią nawet zadbać o bezpieczeństwo na własnym terenie. Ilekroć na was patrzę, gratuluję w myślach Bogu cierpliwości względem tak chorych pomyłek, jakimi jesteście. Na jego miejscu już dawno kazałbym wam wynosić się z Nieba i z lubością patrzyłbym, jak pierwszy lepszy demon rozszarpuje, a następnie pożera wasze posrane z przerażenia dusze, a wasze wrzaski przywoływałbym w myślach za każdym razem, gdy dopadałaby mnie chandra i szukałbym pocieszenia. Nie zasługujecie na nic więcej, jak pogardę.

Słysząc te słowa członkowie Rady umilkli, a z ich twarzy momentalnie odpłynęła cała krew. Sytuacji nie poprawił wcale wybuch śmiechu Anioła Porządkowego. Dwanaście odzianych w biel postaci stało w ciszy dumnie wyprostowanych, walczących o resztki godności, choć w starciu z tym mężczyzną od samego początku nie mieli najmniejszych szans. Na szczęście dla nich w holu pojawiła się kolejna postać przerywając walkę spojrzeń.

— Boża Miłości. — Albinos powitał potężnego Anioła skinieniem głowy.

— Witaj Trzynasty. — odpowiedział Boża Miłość mijając bez słowa Radę Starszych i podchodząc do leżącego dalej na ziemi Nalina. — Co tu się stało?

— Boża Miłości to wszystko… — Zaczęła surowa kobieta, ale Anioł zniecierpliwiony uniósł dłoń nakazując jej milczenie.

— Dzieciak kręcił się koło granicy Nieba. — powiedział Anioł Porządkowy czując się nagle tak potwornie zmęczonym.

— Zobaczył na granicy mężczyznę i był pewien, że to jedna z zagubionych dusz. — Zabrał głos Trzynasty — Chciał pomóc i zaczął nakłaniać ją do przekroczenia granicy. Nieświadomy niebezpieczeństwa zaprosił do Pierwszego Poziomu ścierwojada. Anioł Porządkowy, chcąc go ratować przed przybierającym prawdziwą postać stworzeniem, rzucił stemplem licząc, że Nalin zdoła się w porę uchylić, ale tak się nie stało. Stempel uderzył go w czoło przewracając go i sprawiając, że w ostatniej chwili uniknął ataku. Wyeliminowaniem ostatecznym zagrożenia zająłem się osobiście. Materia tworząca ciało ścierwojada uległa rozszczepieniu, jego dusza dezintegracji. To wszystko.

Boża Miłość przyglądał się krwistej brei znajdującej się tuż obok jego nóg. Nie ukrywał nawet swojego niepokoju pomieszanego z ulgą, że żadnemu z jego podopiecznych nie stała się krzywda. Wreszcie z cichym westchnieniem spojrzał na Trzynastego i oddając mu głęboki pokłon powiedział:

— Dziękuję ci Trzynasty Łączniku Pierwszego Pokolenia. Uratowałeś mojego przyszłego ucznia.

— To chyba jakaś kpina — prychnęła surowa kobieta.

— Zapewniam cię, że nie kpię — odpowiedział jej prostując się dumnie Boża Miłość. — A może kpiną nazwałaś wasze działania mające na celu zapewnienie ochrony Pierwszemu Poziomowi? Bo jeśli tak, to obawiam się, że wcale mnie to nie rozbawiło. Wiedzcie, że moja cierpliwość względem waszego braku kompetencji zaczyna się powoli wyczerpywać. To ostatni raz, gdy przymykam oko na popełniane przez was błędy. Robię to tylko dlatego, że nikomu nie stała się krzywda, ale zawdzięczacie to tylko i wyłącznie szybkiej interwencji Trzynastego.

— Dziękujemy za okazanie wyrozumiałości — odpowiedział szybko przyjaźnie wyglądający staruszek, który nerwowo poszturchiwał swoja koleżankę z Rady, by ta umilkła wreszcie nie pogarszając ich już i tak patowej sytuacji. — Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by więcej się to nie powtórzyło.

— A skąd, jeśli wolno mi spytać, wiedziałeś o intruzie Trzynasty Łączniku? — spytała pomimo błagalnych szarpnięć surowa kobieta.

— Od Bożego Intelektu — odpowiedział chłodno Trzynasty.

— A skąd ona mogła to wiedzieć? — Głos kobiety stał się niemal histerycznym skrzekiem. Słysząc go albinos uśmiechnął się zimno.

— Nawet z tak daleka wyczuła naruszenie granicy Pierwszego Poziomu. Telepatycznie podzieliła się ze mną swoimi obawami prosząc, bym zajął się sprawą. Uprzedzę twoje kolejne pytanie, wybrała mnie, bo inni są na misjach. Zamiast doszukiwać się spisku w tym i w myślach oskarżać mnie, lub Boży Intelekt o zaplanowanie tego wszystkiego w celu pogrążenia was, powinnaś na kolanach dziękować mi, że nie dałem zabić Anioła tuż pod waszym nosem.

— Jeśli chcecie szukać winnego — wtrącił się Boża Miłość — to powinniście skupić się na mnie. To ja wezwałem nauczyciela Nalina do siebie na rozmowę nie przydzielając mu opiekuna zastępczego. Wierzyłem, że młodemu Aniołowi nie stanie się krzywda, gdy zostanie on na cały dzień sam, bowiem będzie pod waszą opieką. No cóż, widać zbyt wiele wiary w was pokładałem.

— Boża Miłości…

— Dość tego! — krzyknął Anioł — Wracajcie do swoich obowiązków. Trzynasty nie mam słów, by wyrazić swoją wdzięczność. Dopilnuję, by Najwyższy Poziom dowiedział się o twoich zasługach. Aniele Porządkowy, tobie również jestem winien podziękowania. Twoje oddanie Niebu i czujność nie znają granic. Byłeś gotów zmierzyć się z tą istotą, by ratować mojego ucznia. Przyjmij proszę w ramach podziękowania dwa tygodnie urlopu. Bądź spokojny o młodego Anioła. Nalin zostanie przekazany ponownie pod opiekę jego nauczyciela do czasu, gdy będzie gotów przyjmować nauki bezpośrednio ode mnie. A teraz wybaczcie, ale muszę wracać do swoich obowiązków.

Potężny Anioł zniknął zabierając ze sobą nieprzytomnego w dalszym ciągu Nalina. Anioł Porządkowy uśmiechnął się do siebie, po czym ignorując zupełnie pełne niedowierzania spojrzenia członków Rady, wyjął paczkę papierosów ukrytą w jednej z kieszeni białego uniformu. Nikt nie odważył się nawet zaprotestować widząc, jak Anioł wyciąga jednego papierosa z paczki, wkłada do ust i podpala, albowiem jasnobłękitne oczy Trzynastego w skupieniu obserwowały postacie ubrane w biel. Albinos odszedł chwilę później pozostawiając po sobie krwawe resztki intruza.

Daleko od Nieba, na polu bitw, ustawiły się ludzkie wojska. Żołnierze śmiali się i drwili widząc, że z obozu nieprzyjaciela wyszedł tylko jeden wojownik. Ich radość wzrosła, gdy spostrzegli, że to kobieta. Gdzie armia? Czy tylko ona jedna nie uciekła ze strachu przed ich potęgą? Krzyczeli imię swojego boga wierząc, że jest on jedynym i prawdziwym, że to przed jego potęgą ugięli się ich wrogowie. Przeklinali tchórzy, którzy nie planowali skrzyżować z nimi mieczy. Boży Intelekt odesłała ich na pobliskie wzgórze. Skoro pragnęli być świadkami, nie mogła im zabronić.

Wrzaski i przekleństwa narastały, żołnierze krzyczeli, ile tylko tchu mieli w płucach. Wsłuchała się w ich krzyki, wyszukała w tym chaosie imię ich boga i sprowadziła go na to pole śmierci. Tchórz próbował przed nią uciec, ale jego właśni ludzie go wydali. Skoro przyjmował ich ofiary, dlaczego nie miałby z nimi umrzeć? Zagubiony głupiec z innego wymiaru, zwykła dusza innego gatunku. Śmiertelnicy tak łatwo sami tworzyli sobie bogów…

Spojrzała na stojące przed nią wojsko i uśmiechnęła się szeroko. Tuż obok niej pojawiła się zmumifikowana postać o pergaminowej skórze dzierżąca w kościstych dłoniach dwa sierpy. Wyschnięta twarz zwróciła się w stronę Bożego Intelektu spoglądając na kobietę pustymi oczodołami. W tym samym czasie z ziemi zaczęły wychodzić setki tysięcy podobnych istot. Krzyki pogardy przekształciły się we wrzaski śmiertelnego przerażenia.

— Pani? — Stojący przy kobiecie wojownik pokłonił się nisko czekając na rozkazy.

— Zabić wszystkich. — powiedziała Boży Intelekt odpalając papierosa. — Każde jedno ścierwo tu i w obozie. Wyciąć w pień żołnierzy, dzieci i wszystkie kurwy modlące się o ich zwycięstwo. Ich bóg też ma dziś umrzeć.

Pergaminowa postać pochyliła się jeszcze niżej w pokłonie, po czym wydała z siebie przeszywający ryk. Armia uzbrojonych w sierpy wojowników ruszyła do rzezi dbając, by nikt z niej nie uszedł z życiem. Powietrze wypełnił zapach panicznego strachu mieszającego się z wonią przelewanej krwi i opróżnianych pęcherzy.

Dzieciak uratowany, ścierwojad wyeliminowany. – Usłyszała wypełniający jej umysł głos Trzynastego.

Dziękuję.

– Porządkowy niepotrzebnie się do ciebie fatygował. Z jednym miał rację. Dzieciak jest magnesem na gówno. Wystarczyło poczekać.

Boży Intelekt uśmiechnęła się chłodno, ale nie odpowiedziała na to nic. Tak, Anioł Porządkowy miał rację i Nalin faktycznie miał rzadki dar do pakowania się w kłopoty. Jednak Boża Miłość również miał rację wybierając go na swojego ucznia. Pewnego dnia ta życiowa kaleka dojrzeje i zmieni się we wspaniałego, odpowiedzialnego Anioła, który stanie się godnym członkiem Rady Anielskiej. Minie jednak wiele cykli, nim to nastąpi. Do tego czasu jej zadaniem będzie uchronić Niebo przed jego autodestrukcyjnymi zapędami.

Boży Intelekcie jestem winien ci przeprosiny. Ponownie miałaś rację. – Tym razem był to głos Bożej Miłości.

Cieszę się, że nic się nie stało – odpowiedziała spokojnie uśmiechając się jednocześnie sama do siebie.

– Nie stało się, ale tylko dzięki czujności twojej i Trzynastego. Naprawdę nie przypuszczałem, że granice Nieba tak łatwo przekroczyć istotom pokroju ścierwojadów.

– Jeśli są nażarte, potrafią ukrywać swoją prawdziwą postać. Nalin nie widział bestii skrytej tuż pod obrazem zwykłego człowieka.

– Tak, rozumiem to. – Boża Miłość wymownie umilkł na chwilę, po czym chłodno spytał – Ciekawe tylko, skąd ścierwojad miał aż tyle pokarmu. Na ogół te wynaturzenia przymierają głodem.

– Tak, to całkiem ciekawa sprawa – odpowiedziała Boży Intelekt traktując pytanie, jako czysto retoryczne.

Pytam poważnie Al. Skąd jedno z nich miał dostęp do takiej ilości mocy?

– Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal Aniele.

– Al… – Ostry ton uprzedził kobietę, by nie nadwyrężała cierpliwości Anioła.

Łączniczka roześmiała się patrząc, jak kolejne tego dnia pole zostało całkowicie zasłane trupami. Owocny dzień. Musiała to przyznać.

Sam kazałeś mi się zająć osobistymi posłańcami Rady Najniższego Poziomu.

– Al, to nie oznaczało…

– Ja mam swoje obowiązki, a ty masz swoje.

Boża Miłość umilkł na dłuższą chwilę, ale i tak wiedziała już, że mimo swoich obiekcji, nie odezwie się słowem na ten temat.

Poddaję się. Udowodniłaś mi zasadność potrzeby wzmocnienia barier – powiedział w końcu czując się całkowicie pokonanym. – Wygrałaś. Zajmij się tym, a potem dostaniesz swój urlop. Przypomnij mi, żebym nigdy więcej się z tobą o nic nie zakładał.  

Kobieta uśmiechnęła się jeszcze szerzej słysząc te słowa. Zawsze to mówili. Zawsze, a potem i tak dawali się ponieść chwili zapominając zupełnie, że cały czas ma dostęp do Księgi Losu. Ale to dobrze. To bardzo dobrze, bo inaczej nigdy nie doprosiłaby się tego pieprzonego urlopu.

Ilustracja: Maya Szymańska